...wspomóż akcję Apostolatu Ratunku Konającym rozdawania Mini-Modlitewnika chorym, cierpiącym, konającym; oto nr konta: 48 1050 1445 1000 0090 3053 0498, tytułem: dar na Mini-Modlitewnik ARKi...

Świadectwa

Jeśli chcesz, napisz kilka słów o swoim doświadczeniu modlitwy, Dnia Pokutnego, o doznanej łasce...

 

Zachęcam, bo warto pokazać innym TWÓJ piękny świat!

Pisz na adres mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ks. Piotr Mikołaj Marks

 

W październiku 2012 roku modliliście się za moje córeczki. Na końcu wkleiłam przypomnienie intencji. Wikusia zmarła w dniu swoich pierwszych urodzin. Gabrysia pozostała ze mną. Rozwija się prawidłowo, ale by żyć musi być stale podłączona do tlenu. Lekarze dają nadzieję, że kiedyś zacznie samodzielnie. Po śmierci Wiktorii poczułam żal do Boga. Do dziś borykam się z tym wszystkim a i w małżeństwie nie układa się najlepiej. Wiem, że nie mogę winić Boga za swoje niepowodzenia. Wiem, że dla Gabrysi muszę się z tym wszystkim uporać. Piszę by podziękować za modlitwę. Nie mogę napisać, że stał się cud. Modlitwa nie dała mi tego o co prosiłam, ale mam nadzieję, że Bóg 
wie co robi. Muszę Mu zaufać. Dziękuję Wam. Katarzyna

Intencja: o zdrowie dla śmiertelnie chorych trzymiesięcznych bliźniaczek Gabrysi i Wiktorii oraz o 
uzdrowienie małżeństwa Katarzyny, które w tych trudnych chwilach przechodzi kryzys 

1. Poniedziałek: Urszula Ch. z Krakowa

2. Wtorek: Krystyna G. z Krakowa 

3. Środa: Elżbieta N. z Krakowa

4. Czwartek: Grzegorz Ś. z Wrząsowic

5. Piątek: Joanna P., Anglia 

6. Sobota: Helena Z. z Krakowa 

Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 15.10. A.D.2012 Koniec: 23.11.A.D. 2012 

***

Kolejne owoce ARKi.  Podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu 6.12.2013 r. modląc się m. in. w intencji bardzo chorego Romualda – brata męża, coraz bardziej duszącego się rozrostem raka płuc, wielbiłam Jezusa w Najświętszym Sakramencie i bardzo pragnęłam, żeby chory miał szansę przyjmowania Jezusa Eucharystycznego. Obie z Basią modliłyśmy się o dobre rozwiązanie dla niego, a imię leżało napisane w koszyczku.

 

Przez poprzednie lata każdej niedzieli uczestniczył we Mszy Świętej. Gdy rok temu miał operację guza mózgu, wtedy w szpitalu ostatni raz przyjmował Komunię Św. Później cały rok bratowa skrzętnie kryła przed mieszkańcami swojej wsi informację o jego poważnym stanie zdrowia, nawet z siebie wypierała tą prawdę. Lekarza na wizytę domową wzywała, rozumiała tą potrzebę. Ale księdza wezwać do 58 – letniego chorego – to tak jakby wobec wsi na siłę oczekiwać jego umierania. Taka mentalność...  Osaczana ciągle byłam zastrzeżeniami żony chorego: oby nikt we wsi nie dowiedział się, że źle z Romka zdrowiem.  Mój niepokój nasilał się wraz z oczywistym postępowaniem choroby.

Uspakajała mnie ufnymi radami koleżanka Basia z Krakowa: trzeba Ramka podawać do KzK, co jakiś czas, a Pan rozwiąże wszystko pomyślnie. 11 grudnia, a więc za 5 dni po Adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie w dziele ARKi stan choroby tak nasilał się, że po wizycie na onkologii Romek został pacjentem pulmonologii tu w Lublinie, 100 km od domu rodzinnego. Pomimo, że położyli go z braku miejsc na oddziale gruźliczym, cieszyłam się, że będę u niego tyle razy, ile tylko będzie potrzeba, oczywiście równocześnie pracując. Ta sytuacja była wielką łaską Pana Jezusa dla mnie, by stopniowo pomóc Romkowi zrozumieć wolę Bożą wobec niego i zbliżający się koniec doczesnego życia. Gdy zostaliśmy pierwszego dnia sami w Sali, a na Sali chorych stanął przed nami kapelan szpitalny, cieszyłam się jakby sam Pan Jezus stanął przed nami. Na drugi dzień Romek przyjął wiatyk.

Przybiegałam po 2 – 3 razy dziennie karmić go, w ostatnie dwie noce siedziałam przy nim, by dać mu poczucie bezpieczeństwa i szansę przygotowania duszy na spotkanie to najważniejsze z Panem Jezusem. Jakie to szczęście, że dusza ma szansę nie umierania – tłumaczyłam z głębokim przekonaniem. Wzywałam żonę z synami, żeby mogli widzieć się z umierającym w ciągu dnia, a w bratowej wzrastała złość, że co za leki mu dają, skoro nie zdrowieje. Intensywnie też modliłyśmy się z Basią i jej ciocią o uwolnienie jednego z ich synów Tomka z choroby alkoholowej, co było również niesamowitym obciążeniem dla chorego. Podczas każdego mojego pobytu u chorego sięgałam sercem i duszą do Łagiewnickiej Kaplicy Adoracji i Serca Pana Jezusa w Hostii.  Ten pomost duchowy trwał nieprzerwanie.

Modliłam się „Jezu, jeśli jest Twoją wolą, żebym w Noc Bożego Narodzenia witała Cię w Sali chorych z Romkiem i również bardzo chorym 64-letnim Januszem, to nie będę rozpaczała za kolejną pasterką w kościele” – mówiłam w modlitwie, biegnąc przez szpitalne podwórko dzień przed Wigilią po godz. 17-ej na nocny dyżur do Romka. Gdy weszłam na salę, zauważyłam, że Romek ma bardzo płytki oddech. Przy żonie i synu Tomku obcięłam Romkowi paznokcie, umyliśmy go. Z radością i ufną wiarą obaj panowie wypili po łyżce wody przyniesionej przeze mnie z cudownego źródełka w Lourdes, przywiezionej i danej mi tego dnia przez moją pracownicę.  Ufnie mówiłam: Matko Boża prowadź ich do Jezusa. Zostałam sama z dwoma chorymi, ale i ufną wiarą w łączność z Jezusem Eucharystycznym całodobowo czuwającym z otwartym Sercem dla konających. Czułam też opiekę modlitewną ks. Piotra. Od wielu dni Romek nie kładł się, bo w pozycji leżącej nasilało się duszenie. O godz. 19.20 Romek oparł się jak ufne dziecko głową na moim ramieniu i cichutko odszedł do Pana.  Zmówiłam koronkę, a chory Janusz połowę różańca. Wtem Janusz zaczął odchodzić. Wysłałam go natychmiast do KzK. Pielęgniarka coś mu podała chyba wyciszającego.

Gdy zabrano po dwu godzinach ciało Romka do zakładu pogrzebowego, nie miałam żadnej wątpliwości, że Matka Boża zaprowadzi tej nocy do Syna również Janusza. Oboje z mężem żegnaliśmy się z Januszem, którego polubiliśmy. Na zroszonym potem czole zrobiłam mu znak błogosławieństwa. Podałam butelką z napojem. Mąż uścisnął mu dłoń, uścisk na całą wieczność. Odszedł do Pana o godz. 3 rano.

Z obejmowanych osób moją modlitwą 6 grudnia – Iwonka leży w hospicjum nadal nieprzytomna, a Marysia po kolejnej ósmej operacji wraca do zdrowia. Wszystko w Twojej mocy Chryste!

Dziękuję Panu Jezusowi za dzieła ARKi i ich wielką pomoc w posłudze konającym. Basi dziękuję za dar wspólnej modlitwy i ciągłe lekcje drogi z Jezusem.

Sabina.

 

Straż Adoracji Najświętszego Sakramentu, noc, 6 grudnia 2013.

6 grudnia, północ  i moja przeogromna radość. Przyjechałam z Lublina, by razem z Basią z Krakowa uczestniczyć osobiście w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem w Kaplicy Wieczystej Adoracji. Byłam bardzo szczęśliwa, wkładając  białą kamizelkę z napisem Apostolat Ratunku Konającym. Tak bardzo pragnęłam podziękować Panu Jezusowi za tyle łask dla podopiecznych naszego hospicjum i mojemu towarzyszeniu odchodzącym w tym wyjątkowym odcinku życia. Dziękowałam za łaskę spowiedzi, Komunii Świętej i Sakramentu Chorych dla  zmarłej pod koniec listopada koleżanki Krystyny – dosłownie dzień przed śmiercią, po wielu latach jej obojętności wobec Pana Boga. Za szansę dla jej matki i córek ujrzenia  Bożego wymiaru ich życia i przystąpienia do Spowiedzi i Komunii św. z okazji pogrzebu. Pragnęłam też modlić się dla bardzo chorych na chorobę nowotworową Marysię, Iwonkę, Zdzisława i brata mojego męża  Romualda. Prosiłam, by Pan Jezus w  ich chorobie dał ulgę w cierpieniu i dla ich duszy ujrzenia Swojej Miłości w wymiarze wieczności. Także modliłam się za różnych konających w tym czasie.

Obie z Basią usiadłyśmy w ławce. Z zewnątrz dolatywały  odgłosy hulającego wiatru. Z duchowym namaszczeniem wpatrywałam się w otoczoną niewysłowioną jasnością Hostię Jezusa w Najświętszym Sakramencie i  płomień Ognia Miłosierdzia. Na samym początku adoracji ze wzruszeniem spojrzałyśmy z Basią na siebie słysząc bardzo wyraźny, dochodzący jakby z Monstrancji  głos bijącego Serca, znany mi z badania echa serca męża. Wyraźny głos bicia serca słyszałam przez kilkanaście minut, a mnie na myśl przyszło, że to kochające, szeroko otwarte, miłosierne Serce Pana Jezusa. Pomyślałam też o Sercu ks. Piotra i znaku błogosławieństwa  dla sensu tej,  jakże misyjnej pracy w dziele Bożego Miłosierdzia - ratowanie dusz na wieczność. Pomyślałam też o sercach osób zmarłych i tych,  których ziemskie bicia dobiega kresu. W intencji zdrowia ks. Piotra zmówiłyśmy Koronkę. Kolejną koronkę mówiliśmy wszyscy, gdy burza i wichura nasiliła się po godz. 3 rano. Tu nikogo z nas nie trzeba było by przekonywać o mocy modlitwy.

Na początku dłuższą chwilę siedziałam w modlitewnym milczeniu i słuchałam głosu Pana Jezusa, również w moim sercu, bo to On moje pragnienia i intencje zna bardziej niż ja sama. Zna moją drogę wzrastania w dziele rozumienia potrzeby ratunku dusz. Dał mi szansę i łaskę towarzyszenia umierającym. Czułam wielką potrzebę i sens mojej tu modlitwy. Sześć godzin minęło bardzo szybko, a ja cieszę się, że wielkim wsparciem dla umierających są dzieła ARKi.

Tego dnia (pierwszy piątek grudnia) o godz. 16-ej bardzo spokojnie zmarł Zdzisław w swoim domu przy kochającej żonie. Ze wzruszeniem w sobotę rano żona zmarłego dziękowała mi telefonicznie za moją i Basi modlitwę dla jej męża podczas  Adoracji  i wysłuchaniu jej przez Jezusa, za piękną i spokojną śmierć.   Prosiła o modlitwę o niebo dla męża.

Mam wielką duchową radość z istnienia tego pięknego dzieła ratowania dusz.

Sabina

+++

Straż Adoracji Najświętszego Sakramentu, noc, 6 grudnia 2013.

Noc bardzo wietrzna, szalał Orkan Ksawery, a mimo to Kaplica Wieczystej Adoracji nie świeciła pustkami. Tej nocy u stóp Pana Jezusa „nocowała” dość duża grupa bezdomnych. W niektóre noce przyjeżdżają grupy pielgrzymów i prowadzą swoje modlitwy przerywane pieśniami, tym razem było inaczej. Nasi śpiący spali spokojnie i niczym nam nie przeszkadzali przez całe 6 godzin czuwania.  Od razu pomyślałam o Ogrodzie Oliwnym, gdy uczniowie posnęli i Pan Jezus został sam. Przyszłyśmy z koleżanką z Lublina, by czuwać przy miłosiernym Sercu Pana Jezusa i przy sercu Konającego w intencjach tych wszystkich, którzy odejdą w najbliższym czasie do wieczności. W kaplicy odnalazłyśmy ciszę, spokój, zastanawiało mnie, że tutaj tak mało słychać szalejącą wichurę. Jedynie słychać było miarowe głośne bicie serca, jak z urządzenia nad łóżkiem umierającego w  szpitalu. Był to intensywny miarowy głos serca, najbardziej rzeczywisty!  Pomyślałam o tych, których serca jeszcze biją i już wkrótce ucichną. Ten dziwny odgłos ustąpił po jakimś czasie i zapanowała całkowita cisza. Modliłam się za ofiary tych wichur, za tych którzy w  najbliższym czasie z różnych powodów nagle stracą życie. Przed nami leżała nasza mała lista osób, w intencji których szczególnie modliłyśmy się tej nocy. Zresztą te imiona zostały napisane na karteczkach i włożone do koszyka,  pozostawione tam na całą dobę.

Około 3.15 nagle błysnęło się za kolorowymi szybami, ‘rąbnął’ gdzieś niedaleko piorun i zerwał się tak mocny wicher, że któraś z wystraszonych i obudzonych osób głośno wezwała do wspólnej koronki do Miłosierdzia Bożego. Mówiąc tę koronkę uspokoiło się zupełnie już po pierwszej dziesiątce, a chwilę wcześniej wydawało się, że wicher porwie nas z całą Kaplicą i prosto z  Panem Jezusem ulecimy stamtąd. Żadna z nas nie czuła lęku i zagrożenia, jak to dobrze być przy Panu Jezusie, jak to bezpiecznie! O takie odczucia dla konających prosiłyśmy!

Barbara

+++

24.XI. A.D 2013, Niedziela

Pragnę się podzielić moim doświadczeniem i radością dotyczącą łask płynących z posługi miłosierdzia Apostolatu Ratunku Konającym.

Tutaj jest szansa zgłaszania naszych konających, przy których często nie ma rodziny, lub  rodzina jest niewydolna duchowo i nie potrafi pomóc, jak w przypadku wczoraj zmarłej 53-letniej Krystyny z Lublina.   Od kilku miesięcy choroba nowotworowa rozsiewała się po całym organizmie.  Totalny ból fizyczny w ostatnim okresie narastał z każdym dniem. Znałyśmy się jedynie na gruncie zawodowym i postanowiłam ją odwiedzić. Nic nie wiedziałam o jej relacji do Boga. Już przy pierwszej mojej wizycie w domu jej matki, u której zamieszkała w ostatnie tygodnie choroby, przekonałam się o ich życiu daleko od Kościoła i sakramentów.  Kiedyś jej mama, a teraz córki mające dzieci, są w niesakramentalnych związkach. Wyszłam stamtąd z myślą jak im pomóc, zwłaszcza odchodzącej Krystynie. W rozmowie z koleżanką z Krakowa ustaliłyśmy, że jej imię zostanie włożone do koszyczka na całe 24 godziny adoracji pierwszo-piątkowej w listopadzie. Zgłaszałyśmy ją do KzK.

Cudem udało się umieścić Krysię jeszcze przytomną na dwa dni przed śmiercią w hospicjum, co mogło być nadzieją na spotkanie  z kapłanem.   Sama poprosiła ks. Józka – naszego kapelana o „wszystko kompleksowo”, spowiedź, Komunię św. i sakrament chorych. A było to w  piątek rano.   Po tej niewysłowionej łasce Pana, w której było mi dane uczestniczyć, pobiegłam do pracy. Ks. Józek dał jej „Modlitewnik Apostolstwa Dobrej Śmierci”. Nafaszerowana przeciwbólowymi lekami mogła się z modlić. O godz. 15 zastałam ją szczęśliwą.   Mówiła do mnie, że jest szczęśliwa, choć ciało było już prawie konające. Na drugi dzień, w sobotę  obie z Basią, koleżanka z Krakowa,  towarzyszyłyśmy jej modlitewnie w odchodzeniu do Pana. W sobotę przed południem dostała krwotok i zaczęła się agonia. Była już nieprzytomna.  Została znów posłana do Koronki za Konających.   Tymczasem ja tego dnia byłam u ciężko chorego szwagra w odwiedzinach 100 km od Lublina i nie mogłam być przy niej.  Mogliśmy tam zostać na noc, jednak czułam, że powinnam wracać do Lublina. Wyruszyliśmy w  drogę do Lublina, gdy od czterech godzin trwała agonia. Zdążyłam przyjechać, a Krysia jeszcze żyła.  Już od dawna przy niej paliła się świeca i pielęgniarka odmówiła koronkę.   Ogromne było zdziwieniu pielęgniarek, matki i córki,  bo Krystyna po tylu godzinach nieprzytomności odzyskała świadomość  na moje słowa: Krysiu już jestem, wiem, że na mnie czekałaś. Świadomie odpowiedziała: tak Sabinko, oczywiście, na ciebie czekałam! Ona świadomie potwierdziła „tak, Sabinko, oczywiście, że tylko na ciebie czekałam”. Dałam jej swój różaniec.  Świadomie obejrzała i tuliła go. Basia tymczasem modliła się przy zapalonej świecy przy ikonach MBNP i MB Częstochowskiej  w swoim domu w Krakowie, a ja pod MB Częstochowską w Sali umierającej Krysi w Lublinie. Klęcząc przy jej łóżku modliłam się aż do spokojnego momentu odejścia o 20.18. Dusza, jak motyl z kokonu  odleciała ze sponiewieranego chorobą ciała.

Nie skończyło się na cudzie nawrócenia Krystyny w  ostatnim momencie, lecz także mama, i obie córki Krystyny po wielu latach przystąpiły do spowiedzi i Komunii św.

Pan Bóg nas zaskakuje  niewysłowionym dobrem, cierpliwością i miłosierdziem, najbardziej nieprawdopodobnymi scenariuszami, nawet w sytuacji po ludzku beznadziejnej.

Sabina

+++

Chciałam się podzielić moimi przeżyciami z wczoraj. Kiedy koło południa byłam w Bazylice MB, widziałam klimat przygotowań do spotkania naszej młodzieży pod kątem Rio. W Bazylice mnóstwo flag różnych krajów i telebim.  Wybrałam się wieczorem na 21.30 do Centrum Jana Pawła II na Mszę św. z młodymi. Ogromnym świadectwem jest obecność tylu młodych Polaków przyjezdnych pomimo upałów, zobaczenie tak pięknej i skromnej młodzieży oraz ich rozmodlenie i skupienie. 
A w nocy oglądnęłam po powrocie transmisję z Rio. By nie usnąć zabrałam się za pewne poprawki na ikonach, by się obudzić na dobre, ale gdy przeszli do następnej części spotkania o 1.30, przerwałam moje zajęcie. Włączyłam się w modlitwę młodych z  całego świata. Była to Adoracja Najświętszego Sakramentu. Nieprawdopodobne przeżycie.  Monstrancja jak słońce, pokaźnych rozmiarów, Ojciec Św. w prostych i bardzo pięknych słowach mówiący do Pana Jezusa, łzy w  oczach i na policzkach wszystkich zgromadzonych, rozmodlenie, skupienie. Młodzi artyści śpiewali swoje modlitwy, niektórzy z gitarami w ręku, klęcząc przeważnie po dwóch u stóp Pana Jezusa. A kiedy na koniec o 3 w nocy Ojciec Św. błogosławił długo i na wszystkie strony, rozlegały się spontaniczne gromkie oklaski. Niesamowita reakcja młodego tłumu, oklaski dla Pana Jezusa!  To była najpiękniejsza część spotkania w Rio!

27.07. A.D.2013

+++

Piątek rozpoczął się nocnym czuwaniem o północy w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaplicy Adoracji. Ksiądz Piotr podczas Mszy św. we środę za tych, którzy odeszli z dzieła Koronka za konających, zapowiedział po raz pierwszy adorację, które będą się odbywały w pierwsze piątki miesiąca przez całe  24 godziny w intencjach tych, którzy odejdą w najbliższym czasie. Adoracja Najświętszego Sakramentu ma miejsce  w Kaplicy Adoracji w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego.   Wybrałyśmy się z sąsiadką  Krysią, by rozpocząć tę adorację. Ciepły spokojny wieczór i modlitwa do Aniołów Stróżów o towarzyszenie nam w drodze odebrały jakikolwiek lęk podczas nocnej wędrówki. W kaplicy jakaś kilkunastoosobowa grupa modliła się w głos. Bardzo ładnie się modlono i ku mojemu zaskoczeniu cytowano Dzienniczek Siostry Faustyny. Szybko wciągnęłyśmy się w ich głośne modlitwy i śpiewy. Wybrano właśnie fragment i odczytano, który sobie rano otwarłam i o nim w drodze opowiadałam Krysi. Byłam tym zaskoczona. A dotyczył on siostry Faustyny w szpitalu na Prądniku, gdy dawane jej było w duszy poznać, że jakiś umierający potrzebuje modlitewnej pomocy. Pokój w nią wstępował niekiedy już podczas odmawianego Zdrowaś Maryjo, innym razem potrzebna była cała koronka, a czasem i więcej. Na drugi dzień dowiadywała się, że ktoś odszedł dokładnie o tej porze, gdy odzyskiwała pokój. Dotyczyło to osób ze szpitala, w którym przebywała, a także ludzi nawet w odległości 300 km. Wielce wielką radością było usłyszenie modlitw w oparciu o cytowane słowa z Dzienniczka w Dziele Pokutnym i Koronce za Konających na stronie Dzieła w Internecie. Jak to Duch Święty prowadzi! Osoby, które nie miały pojęcia, że zaczynają się modlitwy w intencjach tych, którzy w najbliższym miesiącu odejdą, a potrzebują naszej pomocy, modliły się tak, jak gdyby przygotowały specjalnie na tę okoliczność swoją adorację. Dziękowałam za to Panu Jezusowi, że sam zadbał o modlitwę taką, a nie inną. Serce moje  dużą radością było rozpierane, że pomimo zmęczenia całym dniem, nie miałam wrażenia, że jestem w kaplicy tyle czasu i nie odczuwałam senności. To łaska, za którą dziękuję! O 1.30 zrobiono przerwę. Wśród modlącej się parafii z Makowa Podhalańskiego rozpoznałam Basię z Faustinum. To ona przygotowała tę adorację. Jak się okazało, jest w dziele KzK, ale o innych inicjatywach ją poinformowałam i o rozpoczynającej się comiesięcznej adoracji dwudziestoczterogodzinnej. Także ona się ucieszyła, że dane było osobom z jej parafii właśnie tego dnia być w Krakowie na adoracji Najświętszego Sakramentu. Pan, który również prowadził adorację, w pewnej chwili zwrócił się w modlitwie w intencjach, z którymi przyszły "te panie", czyli my.

Wracałyśmy do domu, ale Basia z Makowa obiecała, że Drogę Krzyżową, która właśnie miała być odmawiana przez ich grupę, ofiarują w tej właśnie naszej intencji. Tak się cieszyłam, że do czwartej w nocy modlitwa była przez nich prowadzona. A całą adorację w intencji umierających zaaranżował sam Pan Jezus. Tak namacalnie odczułam, że jest to dzieło Boże, jest to kontynuacja poleceń danych siostrze Faustynie przez samego Pana Jezusa.  Dziękuję Panu, że mogę uczestniczyć w Dziele Pokutnym, za siły i możliwości uczestniczenia w pierwszej Mszy św. w intencji tych, którzy byli omadlani koronką w dziele Koronka za Konających i już odeszli oraz w tej pierwszej adoracji za tych, którzy w najbliższym czasie zostaną powołani do przekroczenia progu tego życia. Chwała Panu!

BG, 06.07.A.D.2013

+++

Szczęść Boże. Dziś niezbyt optymistycznie- Adrian zrobił kupę w pieluchę przy zasypianiu i spał z nią 3 godziny. To jak zaproszenie bakterii do uczty w jego układzie moczowym. Zawsze go myje jak najszybciej mydłem po każdej kupie, a tu taki klops. Nigdy Adusiowi się to jeszcze nie zdążyło. Czuję się jak Tobiasz, który poszedł spać pod jaskółczym gniazdem i sam sobie narobił kłopotu- za mało czujności:/ . Dziś byłam taka pewna jego zdrowia i pełna radości po mszy i znów pokazał się ten pech.  Adrian zawsze zaskakuje w taki sposób np: zakażenie + wypadnięcie pęcherza przez stomię na raz = uszkodzenie nerki, które i tak są uszkodzone prenatalnie i przez to nie chcą rosnąć(+ kolejna operacja); albo po 8 miesiącach bez zakażeń dostał zakażenia tuż przed badaniem urodynamicznym w Wa-wie (mocz badany niecałą dobę wcześniej był OK) i wtłoczyliśmy mu te bakterie pewnie do nerek, bo się okazało później, że ma dalej odpływy pęcherzów

o - moczowodowe :/ . Adrian ma tak nieszczęśliwie zrobioną tą przetokę, że nawet stać bez mocno zapiętej pieluchy nie może bo mu pęcherz wychodzi na wierzch. Jak mu zjedzie pielucha albo jak zacznie sie śmiać to mu pęcherz podkrwawia,a następnego dnia ma zakażenie. Zaszyć się mu nie da przetoki, bo nie można zrobić badań, bo nie umie sikać (bo z przetoką supertrudno sie nauczyć), już nie mówiąc,że nawet z kupą idzie ciężko, jakby układ nerwowy jeszcze nie był dojrzały do tego. Więc o sikaniu w ogóle nie ma mowy. No i jeszcze niezniszczalna bakteria szpitalna, wytwarzająca otoczkę, przez którą nie dostają się do niej antybiotyki, a która odzywa się przy każdym niewielkim osłabieniu organizmu (a bardzo mocny antybiotyk dożylny w szpitalu, działa tylko doraźnie). Przez to wszystko izoluję go od dzieci, a na placu zabaw w lecie tylko patrzę czy jakieś nie kicha. Nawet wziąć go do Kościoła strach. Jakby chodził za nim jakiś pech - ten demon, który mordował mężów Sary - tak ten czyha na zdrowie Adriana. Choćbym nie wiem co robiła :(

Szczęść Boże,

Aduś dziś w dobrym nastroju, już umówiliśmy się na jutrzejsze oglądanie dzwoniących dzwonów przed mszą. badanie moczu wyszło dobrze - bakteria, którą dostaliśmy w szpitalu przy operacji, a której w medyczny sposób pozbyć się nie da, uśpiona, albo już się z nią Pan Bóg rozprawił. Dziękujemy za modlitwę.

04.06.A.D.2013

+++

Witam serdecznie,

właśnie dostałam zdjęcie Kasiuni zrobione dzisiaj w domku. Widać, że Kasiunia jest szczęśliwa, ale każdy byłby szczęśliwy wracając do domu ze szpitala. Kasia w piątek skończyła kolejna serię chemioterapii. Wszystko przebiegło dobrze, ale organizm Kasiuni mimo, że niezwykle silny, to już jest słabszy i 01.maja Kasia miała podawane płytki krwi, które spadły niebezpiecznie nisko i ich ilość nie zaczęła się zwiększać. Jest to niebezpieczne i grozi wewnętrznym wylewem, na skórze widoczne są wybroczyny. Płytki krwi i sama krew została  podana Kasi w Białymstoku na onkologii, żeby nie transportować dziecka do W-wy w takim stanie. Przy niskim poziomie płytek nawet ostrzejsze zahamowanie samochodu grozi wylewem i śmiercią. Na szczęście wyniki poprawiły się i Kasia mogła przyjąć następną chemię. Jak mówią w CZD - Kasia jest bardzo silna, bo niektóre dzieci mają słabe wyniki już przy pierwszej chemioterapii.
  W Białymstoku miało miejsce ważne wydarzenie. Okazało się, że tego samego dnia po raz pierwszy przyszła do pracy pielęgniarka, która pracowała dotychczas w Centrum Zdrowia Dziecka i opiekowała się tam Kasią w trakcie Jej pobytów. Ze względów prywatnych przeniosła się do Białegostoku i tu przywitała Kasię z Rodzicami, którzy pojawili się ze względu na złe wyniki krwi Kasi. Okazało się, że na onkologii w Białymstoku chciano podać Kasi "coś" - jakiś lek - do końca nie wiem - który byłby groźny dla jej zdrowia i życia. Ta właśnie znajoma pielęgniarka zwróciła delikatnie uwagę, ze nie wolno tego zrobić. Dzięki Jej obecności Kasia uniknęła być może czegoś groźnego, a sama pielęgniarka powiedziała, ze Anioł czuwa nad Kasią. Mama Kasiuni od razu potwierdziła, że przy takiej ilości modlitwy za Kasiunię, nie jest możliwe, żeby Kasia nie była pod Bożą opieką. 
      Tym samym jeszcze raz dziękuję w imieniu Rodziców Kasi i swoim za Waszą modlitewną, pamięć i wstawiennictwo. Mama mówi, że Kasiunia bardzo urosła, jest silna i pięknie mówi. Jej szczebiot słyszę przez telefon i jest to piękny głosik, piękne słowa. Rozwija się pięknie i oby tylko jak najmniej boleśnie i bardzo łagodnie przechodziła dalszą terapię.
Od Kasiuni przesyłam słodki uśmiech ze zdjęcia i buziaki, które często przesyła mi całując soczyście telefon :-) 

Niech Bóg ma Was i waszych bliskich w swojej opiece, a Maryja tuli mocno w ramionach.
pozdrawiam
Marysia Oniszczuk

 

 

 

 

+++

Szczęść Boże,

Chciałabym podziękować wszystkim osobom, które uczestniczyły w modlitwie w intencji zdrowia mojego nienarodzonego dzieciątka. 6 marca 2013 r. urodziłam mojego synka Dominika, który jest ZDROWY. Ciąża była bardzo zagrożona, w trakcie jej trwania okazało się, że dziecko może mieć zespół DOWNA. Potem bardziej szczegółowe badania częściowo wykluczyły wadę genetyczną, ale tak naprawdę do końca nie było pewności czy dziecko będzie zdrowe. Dlatego tak bardzo prosiłam o modlitwę i wsparcie duchowe o łaskę zdrowia dla mojego Maleństwa, bo wierzę, że Bóg wszystko

może. I tak się stało. Mam zdrowego synka, który pięknie rośnie i jest naszym prawdziwym Cudem. Ja również czuje się bardzo dobrze. Przed ciążą wiele lat leczyłam się na depresję, a w stanie błogosławionym i teraz po porodzie czuje sie bardzo dobrze. Dzięki temu mogę karmić piersią i zajmować się moim dzieciątkiem tak jak potrafię najlepiej.  Mam nadzieję, że Miłosierny Pan wynagrodzi wszystkich potrzebnymi łaskami za
modlitwę w mojej intencji i mojego synka Dominika.

Iwona, Niedziela Miłosierdzia A.D.2013 

 

+++

Witamy,

Jesteśmy rodzicami obecnie 4-miesięcznego Adasia. Nasz synek urodził się 6 tygodni przed planowanym terminem i ważył tylko 1700g. Dodatkowo tydzień przed porodem dowiedzieliśmy się, że ma wrodzoną wadę serca (tetralogię Fallota, VSD). Dla nas młodych rodziców było to ogromnym szokiem. Prowadzimy zdrowy tryb życia, bez żadnych używek, dlatego byliśmy przekonani, że dziecko urodzi się zdrowe, w terminie, i że od razu będziemy mogli zabrać je do domu. Jednak stało się inaczej.

Już w trakcie ciąży zaczęły się pierwsze komplikacje. Ania była dwa razy w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Wtedy to nasza Ciocia S. Stefana ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach zorganizowała 4-tą grupę modlitewną, która za wstawiennictwem Bł. Jana Pawła II modliła się od 15.10.2012 do 23.11.2012 za Adasia. Następnego dnia po zakończeniu modlitw nasz synek szczęśliwie przyszedł na świat.

Adaś spędził pierwsze półtora miesiąca swojego życia w klinice na oddziale intensywnej opieki dla wcześniaków. Gdy nabrał sił, dostaliśmy go wraz z monitorem pracy serca do domu. Byliśmy pełni obaw, a jednak bardzo szczęśliwi, że wreszcie jest razem z nami. Trwało to zaledwie 10 dni. Po wizycie kontrolnej u kardiologa okazało się, że operacji serca nie można już dłużej odwlekać. Operacja odbyła się 28 stycznia 2013, wada serca została skorygowana i wszystko odbyło się bez większych komplikacji. Dzisiaj nasz skarb ma już 4500g i rośnie jak „na drożdżach”.

Dziękujemy Panu Bogu oraz całej 4-tej grupie za poświęcenie i modlitwę, dzięki którym możemy się cieszyć naszym teraz już zdrowym synkiem.

Bóg zapłać!

Ania i Marek L. z Monachium

München, 02.04.2013.

+++

Witam! Mam na imię Beata. Chcę napisać moje pierwsze w życiu świadectwo, więc może to wyjść trochę nieudolne. Dotyczy mojej Mamy. Mama jest starszą panią (ma 77 lat) i od 1,5 roku leczyła się na tarczycę. Wizyta u lekarza zaczęła się od złego samopoczucia, trochę "rozjechanych" hormonów i obrazie usg tarczycy - wskazującym na stan zapalny oraz jej bardzo małe rozmiary (ok. 5 ml) - wskazujących na niedoczynność tarczycy na skutek choroby hashimoto. Lekarz zaaplikował lekarstwo i kazał kontrolować wyniki hormonów. A hormony zaczęły "skakać", bardzo trudno było je wyregulować. Lekarz podejmował coraz to dziwniejsze decyzje o leczeniu - to zwiększał, to zmniejszał dawki (to kazał sobie samemu dopasować dawki do samopoczucia), to zmieniał całkiem leczenie (inny hormon lub lek dwuskładnikowy). A samopoczucie Mamy też na tym szwankowało (okrutna senność, rozbicie). Leczyła się tak Mama wspomniane wyżej 1,5 roku. W X 2012r. Lekarz w końcu rozłożył ręce i powiedział, że nie ma czym leczyć, nie potrafi. Mama trafiła do kolejnego który podjął drastyczną decyzję w leczeniu (tak na moje oko tzn. na ile ja się w tym orientuję bo też mam problemy z tarczycą) i kazał Mamie łykać dziwną kombinację leków. Po takiej kuracji - 6 tygodniowej - hormony już całkowicie wymknęły się spod kontroli.

Wtedy zgłosiłam prośbę o modlitwę w intencji mojej Mamy do Dzieła Pokutnego. Modliła się za nią grupa XXIV w okresie od 08.12.2012r. do 16.01.2013r. W międzyczasie Mama udała się do kolejnego, trzeciego już z kolei lekarza endokrynologa na konsultację (w dniu 09.01.2013r.) i podczas badania usg okazało się, że tarczyca jest dwa razy większa (ma ponad 10 ml)! Ma niewielkie zmiany ale po przeglądnięciu całej historii choroby i poprzednich wyników (łącznie z tymi przed podjęciem leczenia) lekarz stwierdził, żeby odstawić całkowicie hormony syntetyczne i będziemy kontrolować sprawę.
Kazał powtórzyć wyniki po 6-7 tygodniach i skontaktować się z nim telefonicznie. Po tym czasie okazało się, że hormony "pojechały za daleko w drugą stronę" ale po konsultacji lekarz stwierdził, żeby odczekać kolejne 7-8 tygodni i ponownie zrobić badanie. Po tym czasie - hormony się ładnie wypośrodkowały i póki co lekarz nie widzi powodu żeby leczyć tarczycę. A największe zdziwienie budzi rozmiar tego gruczołu który zwiększył się podwójnie i nie wynika to z jakiejś patologii.

Niech uważają jak chcą, dla mnie to cud i wdzięczna jestem za ten widzialny dla mnie znak Bożego działania. Bogu niech będą dzięki! 

Wielki Piątek, 29.03. A.D.2013

+++

Nazywam się Anna i to ja prosiłam o modlitwę za naszego kolegę 42-letniego Mariusza K. Tę modlitwę podjęła grupa IV dziecięca, tj.Ala, Sebastian, Antek, Wiktoria, Julia i Michał. Bardzo dziękuję tym dzieciom, które dla mnie i dla tych, którym o nich powiedziałam, są kimś wspaniałym. To jest duży trud, taka wytrwałość w modlitwie, a tym bardziej, że nie znają mojego kolegi. Mariusz ma    42 lata i jest tatą 7 dzieci, wśród których są też dzieci w wieku tych z grupy IV. Jest np. 10 letnia Zosia i 9 letni Adaś, który w tym roku przystąpi do I komunii świętej. Byliśmy u Mariusza w poprzednią sobotę, aby u niego odprawić niedzielną Mszę św., ponieważ on sam jest leżący, a jego żona nie może od niego odejść, nie są więc w stanie uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii. Powiedziałam wtedy o modlitwie dzieci za niego, a on się ucieszył i podziękował, chociaż był bardzo słaby. Był wtedy po II chemii, która go bardzo osłabiła. Wczoraj w sobotę byliśmy z księdzem  po raz kolejny z Eucharystią. Po drodze mijaliśmy wracającą od niego karetkę z hospicjum i nawet zastanawiałam się, czy chory będzie się nadawał do przebywania z nami przez conajmniej 2 godziny, czy nie będzie zbyt słaby.  Mariusz w czwartek dostał  nową chemię / 1 opakowanie za darmo nowatorskiego leku za 10.000,-które powinno wystarczyć na tydzień, a przy mniejszych dawkach na 2 tygodnie/ i był dużo żywszy. Nawet zwracał uwagę swoim dzieciom, aby nie opierały się o stół, na którym był utworzony ołtarz...Myślę, że modlitwa dzieci bardzo już pomogła, że jest troszkę silniejszy, że zjadł z nami kolację i że dostał nadzieję na nowatorskie leczenie. A skoro dzieci cały czas się modlą w jego intencji, to na pewno znajdą się też dobrzy ludzie, którzy pomogą sfinansować zakup kolejnej porcji lekarstwa. Mam nadzieję, że dzięki modlitwie dzieci Pan Bóg daje nadzieję w naszych sercach na to, że Mariusz nadal będzie wśród nas, przecież tak bardzo potrzebują go dzieci,żona i my wszyscy. I wierni w kościele w jego parafii w Jarosławicach, bo był tam nadzwyczajnym szafarzem...
BARDZO WAM DZIECI DZIĘKUJĘ.
W FUNDACJI GWIAZDA NADZIEI Mariusz ma założoną stronę i są tam zdjęcia jego i jego rodziny, może macie chęci zobaczyć, za kogo się modlicie.
Chociaż mieszkamy w Radomiu, bywaliśmy w Łagiewnikach bardzo często. Mam 7 letniego synka Jasia, który w wyniku choroby nowotworowej 4 lata temu stracił oczko. Był leczony w Szpitalu Okulistycznym na Kopernika, a w Prokocimiu przez 7 miesięcy dostawał chemię. Przez ostatnie kilka miesięcy jeździliśmy  na badania do  Krakowa co 3 tygodnie, ponieważ były obawy, że są przerzuty.  Na razie dzięki Panu Bogu spokój. Następna wizyta w maju. Wspomnijcie czasem Panu Bogu również o moim Jasiu... Bardzo dziękuję za wszystko i serdecznie Was pozdrawiam.
Anna K. z Radomia, 17.03. A.D.2013

+++

Stan zdrowia Maćka dalej się poprawia. Wraca wzrok, chociaż wciąż jest jeszcze bardzo słaby. Moja siostra mówi, że ta choroba była im bardzo potrzebna, ponieważ ich życie zmieniło się. Maciek prosi rodziców o pomoc w podwiezieniu do kościoła, bo chce skorzystać z Sakramentu Pokuty i Pojednania. Nigdy do tej pory nie odmawiali całą rodziną różańca czy też Koronki do Miłosierdzia Bożego. Jak paciorki różańca są złączone, tak różaniec łączy całą rodzinę w koło, a przy różańcu zawsze jest krzyż. Siostra moja mówi, że krzyż dopasowany ma do swoich pleców. Jeszcze raz Bóg Zapłać całej grupie modlitewnej, za wszystkie łaski uproszone u Miłosierdzia Bożego. I proszę, gdy jest to możliwe o dalsze wsparcie modlitewne Maćka i jego rodziny.

Mnie również od listopada ubiegłego roku czwartkowe Msze św. i nabożeństwo o 17tej, jak również codzienne odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia, pomogły zbliżyć się do Boga, dodały sił i spokoju na każdy dzień. Tego się nie da opisać, tego każdy musi sam doświadczyć. Bóg zapłać,
Zofia, 11.02. A.D.2013

+++

Jestem mamą dwu i pół letniego Adriana, (za którego modliła się i umartwiała Grupa IX). Zwróciłam się do Was o modlitwę w trakcie walki z zakażeniem bakterią szpitalną. Wróciliśmy właśnie z badań z CZD, które pokazały, że jest źle mimo przetoki. Jestem jednak zadowolona z badań, bo wreszcie pokazują rzeczywistość i skłaniają lekarzy do działań. Do tej pory badania nie wychodziły a zagadką było, czemu nerki nie chcą rosnąć. Teraz wiemy, dlaczego. Syn jest już zapisany na pierwszy mały zabieg na luty, potem czeka go operacja zamykania przetoki, która źle działa, a potem...a potem potrzebny jest cud (mianowicie ochrona nerek) - więc się pewnie do Was jeszcze zgłoszę.
Serdecznie dziękuję za modlitwę za Adriana. Jestem naprawdę za nią bardzo wdzięczna. Dodała mi ona sił, ale i pokory. Dziękuję za wasze serce, umartwianie się i modlitwę. Uśmiech sam ciśnie się na usta. Za równy tydzień w poniedziałek w CZD w Warszawie czeka nas mały zabieg z usypianiem - obstrzykiwanie moczowodów. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.
28.01. A.D.2013, Ewa

+++

Ojciec Małgorzaty pragnie podziękować Grupie Dzieła Pokutnego, która 40 dni wynagradzała Najświętszemu Sercu Pana Jezusa postem i modlitwą w intencji o nawrócenie się i rezygnację z życia w konkubinacie córki Małgorzaty. Od stycznia 2013 związek ten został rozerwany, za co wyrażam serdeczne podziękowanie Panu Bogu i składam je na ręce Ojca Duchowego i wszystkich Uczestników Dzieła Pokutnego. Wdzięczny Wiesław, 22.01. A.D.2013

+ + +

ŚWIADECTWO O OTRZYMANEJ ŁASCE

Grupa XXII od dn. 19.11 do 28.12 A.D. 2012 modliła się sie o ulgę w cierpieniu dla pani Ewy, która w szpitalu miała ciężki zabieg.

Pani Ewa umocniona świadomością, że Grupa Pokutna modli się, pości i wyprasza łaski dla niej, za wstawiennictwem O. Stanisława Papczyńskiego, zniosła ze spokojem wszystkie cierpienia, nie bała się, że coś złego może się jej zdarzyć, czuła się broniona i za te wszystkie łaski dziękuje Miłosierdziu Bożemu.

Pani Ewa składa to świadectwo, aby każdy zaufał Jezusowi.

04.01. A.D.2013

+ + +

Szczęść Boże,błogosławieństwa Bożego na cały okres świąteczny oraz każdy dzień Nowego Roku, dużo siły, wytrwałości w posłudze kapłańskiej.


Składam księdzu Bóg zapłać za modlitwy oraz msze święte odprawiane w intencji Maćka chorego na nowotwór mózgu. Kiedy zgłosiłam się o pomoc do siostry S. oraz księdza, Maciek był w bardzo ciężkim stanie i po 3 chemiach, guz ciągle rósł i utrudniał widzenie. Był aktualnie po dwóch atakach ciężkiej padaczki w ciągu jednego dnia i leżał na OIO-mie. Nie mógł wstać o własnych siłach z łóżka. 

Już po odprawieniu pierwszej mszy przez ks. P. stan zdrowia zaczął sie stabilizować. Wróciła radość na twarzy Maćka, a co za tym idzie, stopniowo siły. 
Jego rodzice również odzyskali spokój, pozbyli się lęku o to, co przyniesie kolejny dzień.
Maciek tak dobrze się poczuł, że został zakwalifikowany na czwartą chemię. Każdą bardzo ciężko znosił, a tę nie.

Codziennie sam prosi rodziców, by odmawiali z nim różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Siostra mówi, że ostatnio dziękował im za wszystko, co dla niego zrobili. Maciek zmienił się nie do poznania. Moja siostra mówi, że ta choroba była im bardzo potrzebna, dla całej rodziny, ponieważ przybliżyła ich do Boga oraz ludzi. Dlatego składam jeszcze raz Bóg zapłać księdzu oraz Dziełu Pokutnemu za modlitwę w imieniu Maćka, jego rodziców oraz swoim, życząc wszystkim błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia od Dzieciątka Jezus.

Zofia K., 25.12. A.D.2012

 

ŚWIADECTWO O KASI 

Pragnę podzielić się WIELKĄ RADOŚCIĄ z uczestnikami Dzieła Pokutnego, a szczególnie z dziećmi z grupy św. Dominika Savio.

            "Nasza Kasiunia" chora na nieoperacyjny guz mózgu w Centrum Zdrowia Dziecka przeszła podstawowe badania i wyniki krwi ma jeszcze lepsze niż zrobione w ubiegłym tygodniu. Wszystkie parametry mieszczą się w granicach przewidzianych dla zdrowej osoby, a niektóre są znacznie powyżej minimalnych. Przed chemioterapią -  Kasiunia miała robioną tomografię i wyniki są WSPANIAŁE!!! Guz ZMNIEJSZYŁ SIĘ O POŁOWĘ!!!! MIŁOSIERNEMU BOGU PRZEZ WSTAWIENNICTWO ŚW. DOMINIKA SAVIO NIECH BĘDĄ DZIĘKI!!!

        Pani doktor powiedziała rodzicom, że można się cieszyć z takich wyników... bo chemia ta nie wyniszcza organizmu tak jak by mogła.              

         Serdecznie Wam wszystkim dziękuję w imieniu Rodziców Kasi za modlitwę i wyrzeczenia. Wasza modlitwa okazała się bezcenną dla Kasi, a Pan Jezus Miłosierny wysłuchał waszych błagań...

         Pozdrawiam serdecznie i życzę wszelkiego dobra od Miłosiernego Boga przez wstawiennictwo i przy czułej opiece Maryi.

Marysia O., 25.01. A.D.2013

 

Grupa I. Dziecięca: Św. Dominika Savio

Intencja: O cud uzdrowienia z nowotworu mózgu dla półtorarocznej Kasi

Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 29.10. A.D.2012

Koniec: 07.12. A.D.2012

 

ŚWIADECTWO ANIMATORKI

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Nazywam się Krystyna P. i jestem Animatorką III Grupy Patronki św. Siostry Faustyny składającej się z "6-tki" uczestniczek. Od dnia 03.09. A.D.2012 rozpoczęłyśmy 40 Dniowy Post i Modlitwę w Dziele Pokutnym w Intencji otrzymanej od naszego Ojca Duchowego: o całkowite wypełnienie się Woli Bożej i o potrzebne łaski w utworzeniu dzieła: Koronki za Konających w Godzinę śmierci. Nasze modlitwy i umartwienia wynagradzające Najświętszemu Sercu Pana Jezusa zostały wysłuchane. Dziękujemy Panu Bogu i Matce Najświętszej za tę Wielką Łaskę. Wszystkie Uczestniczki III Grupy są bardzo szczęśliwe i bardzo zanurzone w modlitwie. Chwała Panu za to Wielkie Dzieło.

Szczęść Boże. Bóg zapłać za wszystko. Krystyna P.

 

ŚWIADECTWO MATKI W STANIE BŁOGOSŁAWIONYM

Szczęść Boże,

 nie potrafię wyrazić mojej wdzięczności za wsparcie modlitewne 
i duchowe dla mnie i mojego synka, który przyjdzie na świat w marcu 2013r. 
Obecnie jestem w 23 tygodniu ciąży tj., początek 6 miesiąca. Mam nadzieję, że 
już dotrwam do końca i nie spotka mnie przedwczesny poród. Dzięki wsparciu 
modlitewnemu Grupy łatwiej było mi przetrwać trudne chwile i znaleźć siłę do 
walki o dziecko. Wydaje mi się, że Duch św. pokierował mną, że mogłam 
wyspowiadać się u ks. Piotra i włączyć się do Grupy. Zaraz po tym zaczęły 
sie komplikacje, krwawienia szpitale i walka o dzieciątko. Potem jak 
sytuacja wydawała się opanowana i ciąża utrzymana, okazało się, że Maleństwo 
może mieć zespół Downa. Kolejny szok i stres nie do opisania. Zdecydowaliśmy 
się z mężem, na badanie płynów płodowych, by określić liczbę genów wg 
zaleceń lekarzy. Konsekwencją był kolejny krwiak, wypływanie płynów 
płodowych i znowu szpital. Dziś mamy wyniki i prawdopodobnie dziecko jest 
ZDROWE. Po tych ogromnych przeżyciach z Panią Agnieszką nazwałyśmy go 
Wojownikiem :). Ponadto cała moja rodzina zjednoczyła sie w modlitwie, 
zaczęła się nawracać, po to by ubłagać Boga o łaskę zdrowia dla dzieciątka. 
To było niesamowite, wszystkich prosiłam o pomoc w modlitwie i nikt mi nie 
odmówił, a dzięki temu dla samych tych osób okazało się to zbawienne. 
Dlatego moje dziecko naprawdę jest wyjątkowe już dziś. Ja nawet pogodziłam 
sie po 6 latach z kuzynką, z która byłam zagniewana o prozaiczne pieniądze. 
Dziś spotykamy sie regularnie, wspieramy i nadal modlimy się sie o zdrowie 
mojego dzieciątka. 
Obecnie jestem cały czas na L4, nie mogę wrócić do pracy, ponieważ po każdym 
większym wysiłku mam bóle brzucha, obrzęki nóg, albo bóle w pachwinach. 
Dlatego staram się odpoczywać i modlę sie każdego dnia by dotrwać, chociaż do 
35 tygodnia ciąży, by mały był dobrze rozwinięty, bo każdy jeden dzień w moim 
brzuszku jest na wagę złota. 
Teraz z mężem wybieramy imię, on uparł się na Jeremiasza. Imię kojarzy mi 
się z prorokiem, nie wiem czy tak powinien sie nazywać, ale niezależnie jak 
Go nazwiemy, jest wyjątkowym dzieckiem, bo juz teraz zrobił wiele dobrego,chociażby przez to, że wiele osób zbliżył do Boga.
Dziękuję jeszcze raz za modlitwę i mam nadzieje, że Bóg wynagrodzi 
wszystkich potrzebnymi łaskami za modlitwę i poświęcenie. Chciałabym nadal 
uczestniczyć w naszej Grupie, aby modlitwa pomóc innym potrzebującym i przez 
to, choć troszkę odwdzięczyć się za wsparcie.

Pozdrawiam
Iwona  z Maleństwem

Grupa Patrona bł. O. Z. Strzałkowskiego. Intencja dwu Dzieł Pokutnych w Intencji: o szczęśliwe rozwiązanie dla Iwonki i o zdrowie dla jej poczętego dziecka.[Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 09.08.A.D.2012, Koniec: 17.09.A.D.2012], [Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 01.10.A.D.2012, Koniec: 10.11.A.D.2012]

 

ŚWIADECTWO O I. GRUPIE DZIECIĘCEJ 

"Od 30.10. A.D.2012 Kasia otrzymuje chemioterapię. W środę rano (przed drugą dawką chemii) zrobiono tomografię. Guz wygląda na nieco wiekszy, ale lekarze powiedzieli, że widać, że guz zaczyna się rozpoadać. Co by to nie znaczyło, to brzmi dobrze. Nie ma też przerzutów do szpiku. Lekarze są zadowoleni i mówią, że Kasia jest bardzo dzielna i silna. Nie ma złych objawów i czuje się dobrze. Mam Kasi ze łzami dziękowała za modlitwę i umartwienie każdego dziecka z osobna. Nie umie wyrazić wdzięczności, ale też rozumie, że to Jedyny i Najwiekszy wyleje zdroje łask  na dobre serduszka. Pozdrawiam!"

Marysia O.

I. Grupa Dziecięca, Patron: św. Dominik Savio, Intencja: O cud uzdrowienia z nowotworu mózgu dla półtorarocznej Kasi. Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 29.10. A.D.2012. Koniec: 07.12. A.D.2012

 

ŚWIADECTWO MATKI

W ostatnich dniach dziewczynkom udało się w bardzo dużym stopniu obniżyć parametry respiratora. Pani doktor powiedziała, że sami się dziwią z efektów leczenia. Dodała, iż po badaniu tomograficznym można powiedzieć, że dziewczynki nie mają czym, a oddychają. Lekarze porównują ich płuca do plastra miodu. Nawet boję się cieszyć i chyba jeszcze nie umiem, bo przecież do niedawna słyszałam że moje córeczki nie mają żadnych szans na przeżycie z takimi płucami. Teraz słyszę, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo będę mogła zabrać dziewczynki do domu. Słowa te są dla mnie takie niewiarygodne. Nadal dźwięczą mi w uszach słowa lekarza, który mówił, bym wzięła dzieci na ręce, bo lepiej, jak umrą na moich rękach niż w łóżeczku. Teraz słyszę, żebym brała dzieci na ręce, aby mogły się prawidłowo rozwijać. Sytuacja moich dzieci zmieniła się całkowicie. Dziękuję Bogu za otrzymane Łaski!

Katarzyna, 05.11. A.D.2012

XXIII Grupa. Patronka: bł. Bernardyna Maria Jabłońska Intencja: O zdrowie dla śmiertelnie chorych trzymiesięcznych bliźniaczek Gabrysi i Wiktorii oraz o uzdrowienie małżeństwa Katarzyny, które w tych trudnych chwilach przechodzi kryzys. Start Postu i Modlitwy 40 Dni: 15.10. A.D.2012, Koniec: 23.11.A.D. 2012 

 

ŚWIADECTWO OJCA

Pragnę opowiedzieć o mojej córeczce i o mnie. Pierwszy post był za mnie i Basię. Kolejne 40 dni umartwialiśmy się za moja córkę Monikę. Podwójne świadectwo - ponieważ losy dwa. Pierwszą lekcją miłosierdzia była powolna śmierć mojej mamy. Stałem nad nią, gdy walczyła z śmiertelnym nowotworem. Pamiętam jak z trudem nabierała powietrza a wydychając szeptała słowo JEZUS. Umarła moja mama. Nie potrafiłem odnaleźć sensu życia tu na tym świecie… Lekarze zmieniali mi antydepresanty, proponowali szpitale w końcu straciłem pracę. Monika ma słuch absolutny, po szkołach muzycznych... W zeszłym roku poprosiła mnie, bo też jestem muzykiem, o wzmacniacz basowy na swój pierwszy koncert z zespołem. Załatwiłem jej wzmacniacz i pomyślałem, że przy okazji wproszę się na koncert. Było b. dużo młodych ludzi. Wszyscy mieli pomalowane twarze. Wypatrywałem mojego dziecka, ale nie mogłem rozpoznać. Poznałem natomiast instrument. Po koncercie depresja dobiła mnie jeszcze bardziej. W czerwcu Monika powiedziała, że pewnie wyleci ze szkoły i ASP. I wtedy przystąpiłem do Dzieła Pokutnego: Post i Modlitwa 40 Dni. Rozpoczął się post za mnie, Basię a później za córkę. Od tego czasu zaczęło się dziać dużo dobrych rzeczy. Przede wszystkim znikła depresja dosłownie z dnia na dzień. Wracając z Łagiewnik, już mówiłem różaniec, nie miałem ze sobą leków, bo mi się skończyły w Chorwacji. Jechałem motocyklem do Gdańska przekładając palce na kierownicy, w myślach - czasem głośno wypowiadałem: „Zdrowaś Maryjo…”. Czułem się świetnie! Postanowiłem nagrywać utwory, pisać piosenki, rozwinąć firmę. Jechaliśmy w strugach deszczu a ja widziałem wokół siebie tylko skrawki niebieskiego nieba. Zaczął się za nas post. Sierpień. W kieszeni różaniec. Monika w domu. Proszę ją, aby próbowała uratować rok. Nic jej przecież nie dadzą 2 lata studiów… Monika mówi, że ogromna rzeźba, którą robiła przez ostatnie półtora miesiąca została zniszczona przez woźnego, bo ten myślał, że praca została już odebrana przez Profesora. Mówi, że jest za słaba na te studia. Ja jej na to, że się pomodlę za nią. I wtedy opowiedziałem jej o poście… w oczach jej była wdzięczność i… Pojechała na uczelnię. Przez ponad 3 tygodnie tworzyła z gliny rzeźbę, dniami i nocami. Obroniła pracę - wróciła na uczelnię. W moim życiu tak naprawdę zmieniło się wszystko: minęła depresja, jeszcze bardziej lubię chodzić do kościoła, uwielbiam mówić mój różaniec, pracuję w dwu zespołach, nagrywam płytę, Monika utrzymała się na studiach, przyjeżdża do domu i zaczęła grać na Mszach św.!!! Potrzebuję w mej misji dalszej waszej modlitwy i postu. Zamierzam nadal walczyć o moje dziecko ale też i o jej kolegów! Wychwalajmy Miłosierdzie Pana!

Tomasz P., 26.10. A.D.2012

 

ŚWIADECTWO O DOZNANYCH ŁASKACH W CIERPIENIU; O SZCZĘŚLIWYM PRZEBIEGU TRUDNEJ OPERACJI

Nazywam się Diana i obecnie mam 19 lat. We Wrześniu przeszłam skomplikowaną operacje całego kręgosłupa, która trwała około sześciu godzin i została określona przez lekarzy jako trudna. Gdybym się na nią nie zdecydowała po latach groziłoby mi okropne kalectwo: mogłabym nawet nie siedzieć, nie wspominając o chodzeniu. Uprzednio żaden z lekarzy nie chciał się podjąć pomocy mi.

Moja ciocia poprosiła waszą grupę postno modlitewną o objęcie mojego przypadku modlitwą. Dowiedziałam się, że modlono się za mnie, za co BARDZO dziękuje. Operacja udała się, już po tygodniu rana zagoiła się idealnie. Nie było żadnych komplikacji, problemów, powikłań. Już na drugi dzień mogłam siedzieć, a po tygodniu zrobiłam pierwszy krok. 
W chwili obecnej jestem już w domu, od operacji minęły trzy tygodnie, a ja nie muszę zażywać nawet tabletek przeciwbólowych, bo nie odczuwam żadnego bólu. Jest wspaniale! Moja postawa poprawiła się i wszystko zmierza ku dobremu. 
Całym sercem wierzę, że gdyby nie wsparcie waszej modlitwy, nie mogłabym liczyć na tak bezproblemowe zdrowienie, jakiego doświadczam. 
Bardzo dziękuje i Bóg zapłać!

Diana KK<Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

07.10. A.D.2012

 

ŚWIADECTWO O UZYSKANEJ ŁASCE

P. Eugenia (94 lata), była całe życie doświadczana cierpieniem, chorobą, kalectwem i trudami życia.  Zbuntowana na Pana Boga nie chciała w ogóle słyszeć o Sakramencie Pokuty i Pojednania. 27.VIII.A.D.2012, I Grupa Pokutna, Patronki św. Magdaleny, objęła ją Postem i Modlitwą 40 Dni. Pani Eugenia została powiadomiona, że 6 osób przez czterdzieści dni pokutuje w jej intencji. Pod koniec Dzieła Pokutnego, P. Eugenia sama wyraziła pragnienie Spowiedzi świętej, co więcej, usilnie prosiła o to, choć mąż jej uważał „to” za dziwactwo.

Z radością P. Eugenia przystąpiła do Grupy Cierpienia, Patrona św. Łazarza, ofiarując teraz swoje cierpienia w każdy piątek, jako wynagrodzenie za grzechy Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Poprosiła o Kapłana w piątek, tj. 5.X. A.D.2012. Był to pierwszy piątek miesiąca i uroczystość św. Siostry Faustyny, do której prośby o jej pojednanie z Bogiem szły od wierzących przyjaciół przez wiele lat. Ten dzień był też dniem ostatnim Postu i Modlitwy 40 Dni Grupy I, w jej intencji.

Niech będzie Bóg uwielbiony i za to, że przyjął nasze wynagrodzenie, naszą ofiarę.

Animatorka.

Sakramentów świętych udzielił ks. Stanisław Witkowski MS

06.10. A.D.2012, Kraków

 

 

ŚWIADECTWO O DOZNANYM CUDZIE

Jesteśmy małżeństwem już od przeszło dwu lat. Od półtora roku staraliśmy się o dziecko, lecz nie zachodziłam w ciążę. Po rozpoczęciu Postu i Modlitwy 40 Dni z Grupą „Rodzinną”, w ostatnim tygodniu Dzieła Pokutnego poczęły się bliźniaki. Dziękuję Panu Bogu za otrzymany dar z całą rodziną;

Kasia i Thomas Siemak

Kraków, 30.09.A.D.2012

 

 

Z wielką radością w Panu Jezusie pragniemy Was powiadomić, że Dzieło Pokutne: Post i Modlitwa 40 Dni, 03.09 - 12.10.A.D.2012 Grupy III, Patronki - św. Faustyny,

w Intencji: o wypełnienie się Woli Bożej i potrzebne łaski w utworzeniu Dzieła: Koronki do Bożego Miłosierdzia za Konających w Godzinę Śmierci -

już zaowocowało! nawiazaniem kontaktu z Programistą który podjął się napisania  potrzebnego "Skryptu" do obsługi telefonicznej - sms - powiadamiania o Konajacym.  Za kolejne błogosławieństwo - Pan Jezus niech będzie uwielbiony!

Kraków,10.09.A.D.2012

 

"...Niepokoił mnie nieco fakt, że mam modlić się w sobotę. Sobota to dla mnie szczególny dzień, dzień bardzo pracowity, przygotowanie domu na niedzielę. Staram się, aby wszystko było idealnie, porządki, gotowanie, pieczenie ciasta, a dziewczynki choć chętne do pomocy, bardziej przeszkadzają niż pomagają. Obawiałam się, że odmawianie sobie czegoś słodkiego właśnie w sobotę, będzie szczególnie trudne. I nie myliłam się. Pierwsza refleksja jaka mi się nasuwa, to dążność Złego do atakowania mojej pamięci. Jestem w wieku już prawie matronalnym, ale skleroza czy jakieś inne ubytki w tym względzie, jeszcze mnie dręczą. A w każdą sobotę uświadamiam sobie, że zapominam, że jest sobota. Przychodzi jednak zawsze silny impuls przypomnienia. To tak, jakby ktoś uderzył mnie w czoło, "obudź się!". Zaczynam się gorączkowo zastanawiać czy już czegoś słodkiego nie zjadłam. Znam siebie i wiem, że nawet nieświadome złamanie postanowienia skutkowałoby spadkiem mojej gorliwości i chęcią wycofania się ze spawy. Drugą sprawą, jest szczególne w tym dniu poczucie bycia atakowaną. Jestem niewolnicą swojego brzucha. Ta świadomość napełnia mnie gniewem i goryczą. Nie chcę, aby ktokolwiek ani cokolwiek poza Jezusem rzucało mnie na kolana. A jednak tak jest. Jedzenie, smakowanie, planowanie co zrobię na obiad a szczegolnie na deser to wielka przyjemność. Ten mój swoisty, prywatny epikureizm sprawia, że odczuwam ze smutkiem, jak bardzo długa czeka mnie droga. Wszystko wtedy we mnie krzyczy o coś słodkiego... Ponad tym wszystkim jednak góruje doświadczenie radości. Radości różnorakiej w odcieniach i natężeniu, ale za każdym razem niezwykłej. Jestem obdarowywana z hojnością na którą stać tylko Jezusa.  Ja Mu daję biedny, żałosny, miedziany pieniążek mojej modlitwy i trudu a On... On daje wszystko, daje Uczucie (wcale się nie pomyliłam, chcę to pisać z dużej litery) Uczucie bliskości, wręcz fizycznej, takiej na wyciągnięcie ręki, szczęścia, które oszałamia a które musi być przecież tylko zapowiedzią rzeczy przyszłych, których moje serce nie jest w stanie pomieścić. Więc MUSZĘ dostać nowe serce, według Jego obietnicy. Otrzymuję jeden Boży prezent za drugim z rosnącym przeświadczeniem, że nie zdołam się wywdzięczyć. I pamietam o tym, o czym kiedyś mi mówiłeś, że ta radość jest jak ziarenko piasku u wrót pustyni... " 

Aleksandra 7474, 

Kraków, 09.07.A.D.2012

Formacja

W tym miejscu znajdziecie m.in. najpiękniejsze teksty Ojców Kościoła na temat postu, modlitwy i miłosierdzia.
 
Post wyjedna to, o co prosi modlitwa, a miłosierdzie to otrzyma.
Istnieją trzy rzeczy, bracia, na których stoi wiara, wspiera się pobożność i trwa cnota. Są to: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia. To co kołata modlitwa, zjednywa post, a osiąga miłosierdzie. Modlitwa, uczynki miłosierdzia i post - te trzy rzeczy stanowią jedno i dają sobie wzajemnie życie. Duszą bowiem modlitwy jest post, a życiem postu miłosierdzie. Niech ich nikt nie rozłącza, gdyż nie znają podziału. Jeśli ktoś ma tylko jedno z nich lub nie posiada wszystkich razem, ten nic nie ma. Kto się więc modli, niech pości, a kto pości niech spełnia uczynki miłosierdzia, niech wysłucha proszącego, który chce być słyszany. W ten sposób otwiera dla siebie uszy Boga, który nigdy się nie zamyka na głos błagającego. Niech rozumie post ten, kto pości. Niech dostrzega głodnego ten, kto pragnie, aby Bóg widział, że on też łaknie. Miłosierdzie okazuje ten, co sam spodziewa się miłosierdzia. Kto szuka życzliwości, niech ją sam praktykuje. Każdy, kto pragnie otrzymać, niech sam daje. Bezwstydnym niegodziwcem jest ten, który innym odmawia tego, o co sam prosi dla siebie. 
Człowieku, niechże miłosierdzie będzie twoją naturą! Wtedy i ty dostąpisz miłosierdzia tak, jak tego pragniesz, ile tylko pragniesz i tak szybko, jak tylko pragniesz. Bądźże w taki sam sposób miłosierny dla innych.
A więc modlitwa, uczynki miłosierdzia i post niech będą naszą jedyną obroną u Boga, jedynym wstawiennictwem, jedną trójpostaciową modlitwą. To, co stracimy przez wykroczenia, starajmy się odzyskać postem, w którym składajmy w ofierze nasze dusze, ponieważ nic godniejszego Bogu ofiarować nie możemy, jak to potwierdza prorok, gdy mówi: "Ofiarą dla Boga jest duch skruszony. Sercem skruszonym i uniżonym Bóg nie wzgardzi". Człowiecze, złóż w ofierze Bogu swoją duszę i ofiaruj dar postu, aby był czystą żertwą i żywą ofiarą, ktora i tobie pozostaje i Bogu jest oddaana. Jeżliby ktoś odmówił Panuu tego daru, nie będzie usprawiedliwiony, ponieważ nikt nie może nie posiadać siebie jako daru do ofiarowania.  Żeby jednak post i modlitwa zostały przyjęte, muszą się do nich przyłączyć uczynki miłosierdzia. Post nie zaowocuje, jeżli nie będzie użyźniony miłosierdziem. Posucha miłosierdzia powoduje uschnięcie postu. Czym dla ziemi jest deszcz, tym miłosierdzie dla postu. Chociaż bowiem post kształci serce, oczyszcza ciało, wykorzenia grzechy, zasiewa cnoty, to jednak gdy zabraknie orzeźwiających wód miłosierdzia, poszczący nie zbierze żadnych owoców. 
Ty, który pościsz, pamiętaj, że gdy pości miłosierdzie, pości i twoja rola; jeżeli natomiast jesteś hojny w uczynkach miłosierdzia, twój spichlerz będzie obfitował. A zatem, człowieku, bacz, byś nie gubił oszczędzając, lecz zbieraj rozdzielając. Dając ubogiemu, daj samemu sobie, ponieważ czego nie zostawisz drugiemu, tego sam nie będziesz miał.
Copyright by Konferencja  Episkopatu Polski
531.24/XI/1935. Niedziela, dzień pierwszy. Zaraz poszłam przed Najświętszy Sakrament i ofiarowałam się z Jezusem, który jest w Najświętszym Sakramencie, Ojcu Przedwiecznemu. Wtem usłyszałam w duszy te słowa: - Celem twoim jest i towarzyszek twoich łączyć się ze Mną jak najściślej przez miłość, jednak będziesz ziemię z niebem, łagodzić będziesz słuszny gniew Boży, a wypraszając będziesz miłosierdzie dla świata. Oddaję ci w opiekę dwie perły drogocenne Sercu Mojemu, a nimi są dusze kapłanów i dusze zakonne, za nich szczególnie modlić się będziesz, ich moc będzie [w] wyniszczeniu waszym. Modlitwy, posty, umartwienia, prace i wszystkie cierpienia, łączyć będziesz z modlitwą, postem, umartwieniem, pracą, cierpieniem Moim, a wtenczas będą miały moc przed Ojcem Moim.
932.Przed paru dniami napisałam list do swego spowiednika z prośbą o udzielenie mi pozwolenia na pewne drobne praktyki na czas postu, ponieważ nie miałam pozwolenia od lekarza na przyjazd do miasta, więc musiałam listownie załatwić; jednak dziś środa popielcowa, a ja nie mam odpowiedzi. Rano, po Komunii świętej zaczęłam prosić Pana Jezusa, aby go natchnął Swym światłem, żeby mi odpisał i poznałam w duszy, że Ojciec nie jest przeciwny tym praktykom, o które go prosiłam, i że udziela mi swego pozwolenia i ze spokojem zaczęłam się ćwiczyć w tych praktykach, o które prosiłam. Tego samego dnia, po południu otrzymałam list od Ojca i że chętnie mi udziela na żądanie praktyki swego pozwolenia, ucieszyłam się niezmiernie, że poznanie moje wewnętrzne jest zgodne ze zdaniem Ojca duchowego.
933. Wtem usłyszałam te słowa w duszy: - większą nagrodę otrzymasz za posłuszeństwo i zależność od spowiednika, aniżeli za samą praktykę, w której się ćwiczyć będziesz. Córko Moja, wiedz o tym i według tego postępuj, że chociażby to była rzecz najdrobniejsza, ale ma na sobie pieczęć posłuszeństwa zastępcy Mojego, jest miła i wielka w oczach Moich.
934.Drobne praktyki na post. Nie mogę ćwiczyć się [w] wielkich umartwieniach, jak dawniej, pomimo gorącej chęci i pragnienia, ponieważ jestem pod ścisłą oberwą lekarza, ale w drobniejszych rzeczach ćwiczyć się mogę: pierwsze – sypiać bez poduszki, trochę czuć się głodna, codziennie odmówić koronkę, której mnie nauczył Pan z rozkrzyżowanymi rękami przez czas nieokreślony i modlitwą niesformułowaną. Intencja: aby uprosić miłosierdzie Boże dla biednych grzeszników, a dla kapłanów moc kruszenia serc grzesznych.
1434 Wewnętrzna pokuta chrześcijanina może wyrażać się w bardzo zróżnicowanych formach. Pismo święte i Ojcowie Kościoła kładą nacisk szczególnie na  trzy formy:  post,  modlitwę i jałmużnę. Wyrażają one nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, do Boga i do innych ludzi. Obok radykalnego oczyszczenia, jakiego dokonuje chrzest lub męczeństwo, wymienia się jako środek otrzymania przebaczenia  grzechów: wysiłki podejmowane w celu pojednania się z bliźnim, łzy pokuty, troskę o zbawienie bliźniego, wstawiennictwo świętych i praktykowanie miłości, która "zakrywa wiele grzechów" (1 P 4, 8).
1435 Nawrócenie dokonuje się w życiu codziennym przez czyny pojednania, troskę o ubogich, praktykowanie i obronę sprawiedliwości i prawa, wyznanie win braciom,  upomnienie braterskie, rewizję życia, rachunek sumienia, kierownictwo duchowe, przyjmowanie cierpień, znoszenie prześladowania dla sprawiedliwości. Najpewniejszą drogą pokuty jest wzięcie każdego dnia swojego krzyża i pójście za Jezusem.
1436 Eucharystia i pokuta. Źródłem i pokarmem codziennego nawrócenia i pokuty jest Eucharystia, ponieważ w niej uobecnia się ofiara Chrystusa, która pojednała nas  z  Bogiem. Karmi ona i umacnia tych, którzy żyją życiem Chrystusa;  jest "środkiem zaradczym uwalniającym nas od grzechów powszednich i zachowującym od grzechów śmiertelnych".
1437 Czytanie Pisma świętego, Liturgia Godzin, modlitwa "Ojcze nasz", każdy szczery akt kultu lub pobożności ożywia w nas ducha nawrócenia i pokuty oraz
przyczynia się do przebaczenia grzechów.
1438 Okresy i dni pokuty w ciągu roku liturgicznego (Okres Wielkiego Postu,
każdy piątek jako wspomnienie śmierci Pana) są w Kościele specjalnym czasem
praktyki  pokutnej. Okresy te są szczególnie odpowiednie dla ćwiczeń duchowych,  liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak  post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi (dzieła charytatywne i misyjne).
1439 Droga nawrócenia i pokuty została wspaniale ukazana przez Jezusa w przypowieści o synu marnotrawnym, w której centralne miejsce zajmuje "miłosierny  ojciec" (Łk  15,  11-24). Zafascynowanie złudną wolnością; opuszczenie domu ojcowskiego; ostateczna nędza, w której znalazł się syn po roztrwonieniu  majątku; głębokie upokorzenie, kiedy musiał paść świnie, co więcej, upokorzenie spowodowane tym, że pragnął pożywić się strąkami, którymi one się żywiły; refleksja nad utraconymi dobrami; skrucha i decyzja uznania się winnym wobec ojca; droga powrotu; wielkoduszne przyjęcie przez ojca, jego radość. W ten sposób przebiega droga nawrócenia. Piękna suknia, pierścień  i uczta  są symbolami nowego życia, czystego i godnego, pełnego radości, będącego udziałem człowieka, który  powraca  do Boga i na łono rodziny, jaką jest Kościół. Jedynie serce Chrystusa, które zna głębię miłości Ojca, mogło nam w taki sposób, pełen prostoty i piękna, ukazać bezmiar Jego miłosierdzia.
Kan. 1249 - Wszyscy wierni, każdy na swój sposób, zobowiązani są na podstawie  prawa Bożego czynić pokutę. Żeby jednak wszyscy przez jakieś wspólne zachowanie  pokuty złączyli się między sobą, zostają nakazane dni pokuty, w które wierni powinni modlić się w sposób szczególny, wykonywać uczynki pobożności i miłości, podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowywać post wstrzemięźliwość, zgodnie z postanowieniami zamieszczonych poniżej kanonów.
Kan. 1250  W Kościele powszechnym dniami i okresami pokutnymi są poszczególne piątki całego roku i czas Wielkiego Postu.
Kan. 1251 Wstrzemięźliwość   od  spożywania  mięsa  lub  innych pokarmów,  zgodnie z zarządzeniem Konferencji Episkopatu, należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość. Natomiast     wstrzemięźliwość i post obowiązują w środę popielcową oraz w piątek Męki i Śmierci Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Kan. 1252 Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły czternasty rok życia, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, aż do rozpoczęcia sześćdziesiątego roku życia. Duszpasterze oraz rodzice winni zatroszczyć się o to, ażeby również ci, którzy z racji młodszego wieku nie związani jeszcze prawem postu i wstrzemięźliwości, byli wprowadzeni w autentyczny duch pokuty.
Kan. 1253 Konferencja Episkopatu może dokładniej określić sposób zachowania postu i wstrzemięźliwości,  jak również w całości lub części zastąpić post i wstrzemięźliwość innymi formami pokuty, zwłaszcza uczynkami miłości i pobożności. Post – dobrowolne powstrzymanie się od jedzenia w ogóle, lub od spożywania pewnych  rodzajów  pokarmów  (np.  mięsa),  przez  określony  czas.  Pości  się przede wszystkim z przyczyn religijnych.
1. Post ścisły – obowiązuje w całym Kościele rzymskokatolickim w Środę Popielcową oraz w piątek Męki i Śmierci Pańskiej (kan.  1251). Polega na powstrzymaniu się od spożywania mięsa i ograniczeniu się do jednego posiłku do syta i dwóch niepełnych. Obejmuje wiernych w wieku 18-60 lat (kan. 1252).
 
2. Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych – polega na powstrzymaniu się od  spożycia  pokarmów  mięsnych (nie  dotyczy  ryb,  nabiału) w każdy piątek roku liturgicznego z wyjątkiem uroczystości, czyli dni liturgicznych najwyższej rangi, dla katolików w wieku powyżej 14 roku życia do końca życia. Z przestrzegania postu zwolnione są osoby chore oraz te, które nie mają możliwości wyboru pokarmu, bądź odbywają  podróż. Wyjątek ten nie dotyczy postu ilościowego w Środę Popielcową i  Wielki  Piątek. W szczególnych przypadkach, ze słusznych powodów, dyspensy od zachowania postu może udzielić proboszcz własny bądź miejsca poszczególnym wiernym, rodzinom lub grupom wiernych, nakładając wówczas formę zadośćuczynienia do wypełnienia przez wiernych, np. jałmużnę albo modlitwę w intencjach Kościoła.
 
3. Post  Eucharystyczny –  powstrzymanie się od spożycia pokarmów na określony czas (w Kościele rzymskokatolickim - 1 godzina) przed przyjęciem Komunii  świętej. Obowiązuje wszystkich przystępujących do Komunii świętej, z wyjątkiem chorych i ich opiekunów oraz kapłanów, którzy celebrują lub koncelebrują Mszę po raz kolejny w danym dniu. 
 
4. Suche dni – postem nazywa się również dobrowolnie podejmowane przez wiernych postanowienia odmawiania sobie określonych przyjemności, czy też pewnych rodzajów jedzenia albo ograniczania jego ilości. 
(Kazanie 83, 4-6: Opera omnia, Edit. Cisterc. 2 [1958] 300-302)
Miłuję dlatego, bo miłuję, miłuję po to, by miłować
Miłość sama przez się wystarcza; w sobie samej i ze względu na siebie znajduje upodobanie. Ona stanowi zasługę, ona też jest nagrodą dla siebie. Poza sobą nie szuka dla siebie uzasadnienia ani korzyści. Jej korzyścią jest miłowanie. Miłuję dlatego, bo miłuję, miłuję po to, by miłować.
Jakże wielką rzeczą jest miłość, jeśli tylko zwraca się ku swej przyczynie, jeśli kieruje się ku swym początkom, jeśli wracając do swego źródła, czerpie zeń nieustannie, aby na nowo wypłynąć. Spośród wszystkich poruszeń duszy, spośród wszystkich uczuć i przeżyć, jedynie miłość pozwala stworzeniu odpowiedzieć swemu Stwórcy wzajemnością, wprawdzie nie równą, ale podobną. Albowiem gdy Bóg miłuje, niczego innego nie pragnie, jak tego, by być miłowanym. Miłuje nie dla czego innego, jak tylko po to, by Go miłowano, wiedząc, że ci, którzy miłują, mocą tej miłości dostępują szczęścia.
Miłość Oblubieńca albo raczej Miłość, która jest Oblubieńcem, niczego innego nie pragnie, jak tylko wzajemnej miłości i wierności. Niech zatem wolno będzie Umiłowanej odwzajemnić się miłością. Jakże bowiem nie miałaby miłować Oblubienica, i to Oblubienica Miłości? Czemu nie miałaby być miłowana Miłość?
Słusznie przeto zrzekając się wszystkich innych uczuć, cała poświęca się wyłącznie miłości, starając się odpowiedzieć na miłość wzajemną miłością. A choćby nawet cała zamieniła się w miłość, cóż to jest wobec owego niewyczerpanego źródła Miłości. Bynajmniej nie tą samą gorącością miłują: miłujący i Miłość, dusza i Słowo, oblubienica i Oblubieniec, Stwórca i stworzenie. Różnica w tym wypadku nie jest mniejsza niż pomiędzy człowiekiem, który pragnie, a źródłem wody.
Cóż zatem? Czy ustanie i zniknie zupełnie pragnienie tej, która oczekuje zaślubin; czy ustanie tęsknota wzdychającej, żar miłującej, wierność ufającej, dlatego że nie potrafi dotrzymać w biegu olbrzymowi, że nie umie współzawodniczyć w słodyczy z miodem, w łagodności z barankiem, w białości z lilią, w jasności ze słońcem, w miłości z Tym, który jest Miłością? Choć bowiem stworzenie miłuje mniej z powodu swej ograniczoności, to jednak jeśli miłuje ze wszystkich sił, wówczas niczego nie brakuje takiej miłości. Wszak obejmuje wszystko. Dlatego miłować w ten sposób znaczy tyle, co święcić gody, ponieważ nie można tak bardzo miłować i być mniej miłowaną. Doskonały bowiem i pełny związek polega na wzajemności oblubieńca i oblubienicy. Chyba że ktoś nie dowierza, iż dusza jest miłowana przez Słowo i pierwej, i bardziej.
T. Nawróćcie się do Mnie
"Nawróćcie się do Mnie całym swoim sercem". Okażcie skruchę przez post, płacz i żałobę, abyście teraz poszcząc, później zostali nasyceni; teraz płacząc, później się radowali; teraz się smucąc, później zostali pocieszeni. A ponieważ w chwilach trudnych i przeciwnościach macie zwyczaj rozdzierać szaty (w ten sposób postąpił, czytamy w Ewangelii, arcykapłan dla podkreślenia winy Pana naszego Zbawiciela; czytamy także, iż to samo uczynili Paweł i Barnaba, gdy usłyszeli bluźniercze słowa), dlatego nakazuję wam, abyście nie rozdzierali waszych szat, ale serca. Są one pełne grzechów i jeśli nie zostaną skruszone, rozerwą się same, podobnie jak bukłaki. Tak czyniąc, powróćcie do Pana Boga waszego, od którego oddaliliście się wskutek waszych grzechów. Mimo ogromu waszych nieprawości nie powątpiewajcie w Boże miłosierdzie, ponieważ wielkie miłosierdzie potrafi usunąć wielkie grzechy.
Pan bowiem jest łaskawy i miłosierny; pragnie raczej nawrócenia grzesznika niż jego śmierci. Jest cierpliwy i wielkiego miłosierdzia; nie naśladuje ludzi w niecierpliwości, ale długo czeka na nasze nawrócenie. Jest łaskawy i potrafi zaniechać karania. Oznacza to, iż jeśli my odwrócimy się od grzechów, to i On odwróci się od groźby i nie ześle zła, które zapowiedział. Jeśli zmienimy swe nastawienie, to i On je zmieni. Przez "zło" nie należy tutaj rozumieć przeciwieństwa cnoty, ale ów rodzaj utrapienia, o którym na innym miejscu czytamy: "Dosyć ma dzień utrapienia swego" oraz: "Czyż jest w mieście zło, którego Pan by nie zesłał".
Joel powiedział uprzednio: "Pan jest łaskawy i miłosierny, cierpliwy i wielkiego miłosierdzia, litujący się i odwracający zło". Aby jednak ogrom dobroci nie stał się przyczyną naszej lekkomyślności, w swej proroczej wypowiedzi dodaje i powiada: Ja - rzecze - nawołuję was do pokuty, co jest mym obowiązkiem, a wiem, że Bóg jest niezmiernie łaskawy, jak to mówi Dawid: "Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość". Ponieważ jednak nie potrafimy zmierzyć ogromu mądrości i wiedzy Boga, dlatego mówię ostrożniej i raczej wyrażam życzenie niż oczekiwanie, mówiąc: "Kto wie, może zlituje się i przebaczy?" Wyrażenie "kto wie" wskazuje na rzecz niemożliwą albo trudną.
"Ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana Boga naszego". Oznacza to, iż po otrzymaniu błogosławieństwa i przebaczenia będziemy mogli składać ofiary Bogu.
18 sierpnia 2002 — Błonia krakowskie
1. «To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem» (J 15, 12).
Drodzy Bracia i Siostry! Te słowa Pana Jezusa, które słyszeliśmy przed chwilą, wpisują się w szczególny sposób w temat dzisiejszego liturgicznego spotkania na krakowskich Błoniach: «Bóg bogaty w miłosierdzie». To hasło jest niejako streszczeniem całej prawdy o tej miłości Boga do człowieka, która przyniosła ludzkości odkupienie. «Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia» (Ef 2, 4-5). Pełnia tej miłości objawiła się w ofierze Krzyża. Nikt bowiem «nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich» (J 15, 13). Taka jest miara miłosiernej miłości! Taka jest miara miłosierdzia Bożego!
Kiedy uświadamiamy sobie tę prawdę, zdajemy sobie sprawę, iż Chrystusowe wezwanie do miłości wzajemnej na wzór Jego miłości wyznacza nam wszystkim tę samą miarę. Doznajemy niejako przynaglenia, abyśmy korzystając z daru miłosiernej miłości Boga, sami z dnia na dzień oddawali życie, czyniąc miłosierdzie wobec braci. Uświadamiamy sobie, że Bóg, okazując nam miłosierdzie, oczekuje, że będziemy świadkami miłosierdzia w dzisiejszym świecie.
 
2. Wezwanie do dawania świadectwa miłosierdziu brzmi szczególnie wymownie tu, w umiłowanym Krakowie, nad którym góruje sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach — nowa świątynia, którą wczoraj było mi dane konsekrować. Tu to wezwanie brzmi znajomo, bo odwołuje się do wielowiekowej tradycji tego miasta, której szczególnym znamieniem była zawsze gotowość do niesienia pomocy potrzebującym. Nie można zapomnieć, że z tej tradycji wyrosło wielu świętych, błogosławionych — kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych świeckich — którzy poświęcili swe życie posłudze miłosierdzia. Od biskupa Stanisława, Królowej Jadwigi Wawelskiej, Jana Kantego, Piotra Skargi SJ, aż do Brata Alberta, Anieli Salawy i kardynała Sapiehy kolejne pokolenia wiernych mieszkańców tego miasta podejmowały dziedzictwo miłosierdzia. Dziś to dziedzictwo zostało przekazane w nasze ręce i nie może pójść w zapomnienie.
Dziękuję kard. Franciszkowi, że zechciał nam przypomnieć o tej tradycji w skierowanych do mnie słowach pozdrowienia. Jestem wdzięczny za zaproszenie do mojego Krakowa i za gościnę. Pozdrawiam wszystkich tu zebranych z kardynałami i biskupami na czele, jak też tych, którzy uczestniczą w tej Eucharystii za pośrednictwem radia i telewizji.
Pozdrawiam całą Polskę. W myślach przemierzam ten świetlisty szlak, na którym św. Faustyna Kowalska przygotowywała się do przyjęcia orędzia o miłosierdziu — szlak od Łodzi i Warszawy, przez Płock, Wilno, po Kraków — wspominając również tych, którzy na tym szlaku służyli św. Faustynie pomocą.
Pragnę pozdrowić naszych gości. Słowa pozdrowienia kieruję do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, do Pana Premiera oraz przedstawicieli władz państwowych i terytorialnych. Sercem obejmuję wszystkich moich rodaków, szczególnie dotkniętych cierpieniem i chorobą. O mej duchowej bliskości i o stałym towarzyszeniu w modlitwie pragnę zapewnić wszystkich doświadczonych wielorakimi trudnościami, zwłaszcza bezrobotnych, bezdomnych, ludzi w podeszłym wieku, ludzi samotnych, rodziny wielodzietne. Pozdrowieniem obejmuję naszych rodaków rozsianych po całym świecie. Serdecznie pozdrawiam również pielgrzymów, którzy przybyli tutaj z różnych krajów Europy i świata. Szczególne pozdrowienie kieruję do obecnych tutaj prezydentów Litwy i Słowacji.
 
3. Kościół od początku swego istnienia, odwołując się do tajemnicy Krzyża i zmartwychwstania, naucza o Bożym miłosierdziu, które jest rękojmią nadziei i źródłem zbawienia człowieka. Wydaje się jednak, że dzisiaj jest szczególnie wezwany, by głosić światu to orędzie. Nie może zaniechać tej misji, skoro wzywa go do tego sam Bóg przez świadectwo św. Faustyny.
A wybrał Bóg do tego nasze czasy. Może dlatego, że w. XX, mimo niewątpliwych osiągnięć w wielu dziedzinach, naznaczony był w szczególny sposób «misterium nieprawości». Z tym dziedzictwem dobra, ale też i zła weszliśmy w nowe tysiąclecie. Przed ludzkością jawią się nowe perspektywy rozwoju, a równocześnie nowe zagrożenia. Człowiek nierzadko żyje tak, jak gdyby Boga nie było. Uzurpuje sobie prawo Stwórcy do ingerowania w tajemnicę życia ludzkiego. Usiłuje decydować o jego zaistnieniu, wyznaczać jego kształt przez manipulacje genetyczne i w końcu określać granicę śmierci. Odrzucając Boże prawa i zasady moralne, otwarcie występuje się przeciw rodzinie. Na wiele sposobów usiłuje się zagłuszyć głos Boga w ludzkich sercach, a Jego samego uczynić «wielkim nieobecnym» w kulturze i społecznej świadomości narodów. «Tajemnica nieprawości» wciąż wpisuje się w rzeczywistość świata, w którym żyjemy.
Doświadczając tej tajemnicy, człowiek przeżywa lęk przed przyszłością, przed pustką, przed cierpieniem, przed unicestwieniem. Może właśnie dlatego przez świadectwo skromnej zakonnicy z Łagiewnik Chrystus niejako wchodzi w nasze czasy, ażeby wyraźnie wskazać na to źródło ukojenia i nadziei, jakie jest w odwiecznym miłosierdziu Boga.
Trzeba, ażeby Jego orędzie o miłosiernej miłości zabrzmiało z nową mocą. Świat potrzebuje tej miłości. Nadszedł czas, żeby Chrystusowe przesłanie dotarło do wszystkich, zwłaszcza do tych, których człowieczeństwo i godność zdają się zatracać w mysterium iniquitatis. Nadszedł czas, aby orędzie o Bożym miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji — cywilizacji miłości.
 
4. To orędzie Kościół pragnie niestrudzenie głosić nie tylko żarliwym słowem, ale także gorliwą praktyką miłosierdzia. Dlatego też nieustannie wskazuje na przykłady tych, którzy w imię miłości Boga i człowieka «szli i owoc przynosili». Dziś dołącza do nich czworo nowych błogosławionych. Różne były czasy, w których żyli, różne były ich osobiste dzieje. Jednak jednoczy ich ten szczególny rys świętości, jakim jest oddanie sprawie miłosierdzia.
Bł. Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup warszawski w trudnym czasie niewoli narodowej, wytrwale wzywał do ofiarności na rzecz ubogich, do otwierania instytucji wychowawczych i zakładów dobroczynnych. Sam otworzył sierociniec i szkołę w stolicy, które oddał pod opiekę założonego przez siebie w 1857 r. Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Po upadku powstania styczniowego, wiedziony miłosierdziem wobec braci, otwarcie wystąpił w obronie prześladowanych. Ceną za tę wierność miłości było zesłanie w głąb Rosji, które trwało dwadzieścia lat. Również tam pamiętał o ludziach biednych i zagubionych, okazując im wielką miłość, cierpliwość i wyrozumiałość. Napisano o nim, że «w czasie swego wygnania, w ucisku wszechstronnym, w ubóstwie modlitwy trzymał się tylko ciągle u stóp krzyża i oddawał się miłosierdziu Bożemu».
Oto przykład duszpasterskiej posługi, który dziś w sposób szczególny pragnę powierzyć moim braciom w biskupstwie. Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliński patronuje waszym wysiłkom mającym na celu tworzenie i realizację duszpasterskiego programu miłosierdzia. Ten program niech kształtuje wasze zaangażowanie w życie Kościoła, a także w życie społeczne, polityczne na arenie narodowej, europejskiej i światowej.
W duchu tak pojmowanej miłości społecznej arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dziś, kiedy różne siły — często kierujące się fałszywą ideologią wolności — starają się ten teren zagospodarować dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się, również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda Krzyża Chrystusowego. Taka filozofia wolności jest istotowo związana z dziejami naszego narodu.
 
5. Pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło bł. Jana Beyzyma — jezuitę, wielkiego misjonarza — na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. Służył dniem i nocą tym, którzy byli niejako wyrzuceni poza nawias życia społecznego. Przez swoje czyny miłosierdzia wobec ludzi opuszczonych i wzgardzonych dawał niezwykłe świadectwo Ewangelii. Najwcześniej odczytał je Kraków, a potem cały kraj i emigracja. Zbierano fundusze na budowę na Madagaskarze szpitala pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, który istnieje do dziś. Jednym z promotorów tej pomocy był św. Brat Albert.
Cieszę się, że duch solidarności w miłosierdziu wciąż panuje w polskim Kościele, czego dowodem jest wiele dzieł pomocy społecznościom dotkniętym przez klęski żywiołowe w różnych regionach świata, czy też niedawna inicjatywa skupu nadwyżek zboża, aby można było przekazać je głodującym w Afryce. Mam nadzieję, że ta szlachetna idea doczeka się realizacji.
Dobroczynna działalność bł. Jana Beyzyma była wpisana w jego podstawową misję: niesienie Ewangelii tym, którzy jej nie znają. Oto największy dar — dar miłosierdzia — prowadzić ludzi do Chrystusa, pozwolić im poznać i zakosztować Jego miłości. Proszę was zatem, módlcie się, aby w Kościele w Polsce rodziły się coraz liczniejsze powołania misyjne. W duchu miłosierdzia wspierajcie nieustannie misjonarzy pomocą i modlitwą.
 
6. Służbą miłosierdziu było również życie bł. Jana Balickiego. Jako kapłan miał zawsze otwarte serce dla wszystkich potrzebujących. Jego posługa miłosierdzia przejawiała się w niesieniu pomocy chorym i ubogim, ale szczególnie mocno wyraziła się przez posługę w konfesjonale. Zawsze z cierpliwością i pokorą starał się zbliżyć grzesznego człowieka do tronu Bożej łaski.
Wspominając o tym, zwracam się do kapłanów i seminarzystów: proszę was, nie zapominajcie, że na was, szafarzach Bożego miłosierdzia, spoczywa wielka odpowiedzialność, ale też pamiętajcie, że sam Chrystus umacnia was obietnicą, którą przekazał przez św. Faustynę: «Powiedz Moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod ich słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu Moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu Swoim» (Dzienniczek, 1521).
 
7. Dzieło miłosierdzia wyznaczało również drogę powołania zakonnego bł. Sancji Janiny Szymkowiak, serafitki. Już z domu rodzinnego wyniosła gorącą miłość do Najświętszego Serca Jezusowego i w tym duchu była pełna dobroci dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących. Przynależąc do Sodalicji Mariańskiej i Kółka Miłosierdzia św. Wincentego, niosła im konkretną pomoc, zanim jeszcze wstąpiła na drogę życia zakonnego, by potem jeszcze pełniej oddać się na służbę innym. Ciężkie czasy hitlerowskiej okupacji przyjęła jako okazję do całkowitego oddania siebie potrzebującym. Swoje powołanie zakonne zawsze uznawała za dar Bożego miłosierdzia.
Pozdrawiając Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej — serafitek, zwracam się do wszystkich sióstr zakonnych i osób konsekrowanych: niech bł. Sancja będzie wam przykładem, patronką. Przyjmijcie na swój sposób jej duchowy testament, który zawarła w jednym prostym zdaniu: «Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe».
 
8. Bracia i siostry! Wpatrując się w postaci tych błogosławionych, pragnę przypomnieć raz jeszcze słowa, które napisałem w encyklice o Bożym miłosierdziu: «Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich» (n. 14). Obyśmy na tej drodze odkrywali coraz pełniej tajemnicę miłosierdzia Bożego i żyli nią na co dzień!
W obliczu współczesnych form ubóstwa, których jak wiem nie brakuje w naszym kraju, potrzebna jest dziś — jak to określiłem w liście Novo millennio ineunte — «wyobraźnia miłosierdzia» w duchu solidarności z bliźnimi, dzięki której pomoc będzie «świadectwem braterskiej wspólnoty dóbr» (por. n. 50). Niech tej «wyobraźni» nie zabraknie mieszkańcom Krakowa i całej naszej Ojczyzny. Niech wyznacza duszpasterski program Kościoła w Polsce. Niech orędzie o Bożym miłosierdziu zawsze znajduje odbicie w dziełach miłosierdzia ludzi.
Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba «wyobraźni miłosierdzia», aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni miłosierdzia wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj». Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! «Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią» (Mt 5, 7).
 
9. Podczas mej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w r. 1979 tu, na tych Błoniach mówiłem, że «gdy jesteśmy mocni Duchem Boga, jesteśmy także mocni wiarą w człowieka — wiarą, nadzieją i miłością: są one nierozerwalne i jesteśmy gotowi świadczyć sprawie człowieka wobec każdego, któremu ta sprawa prawdziwie leży na sercu». Dlatego też prosiłem was wówczas, «abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest 'największa', która się wyraziła przez krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu» — słowa te były powiedziane 10 czerwca 1979 r., a dziś je przypominam.
Bracia i siostry! Dziś powtarzam to wezwanie: otwórzcie się na największy dar Boga, na Jego miłość, która przez krzyż Chrystusa objawiła się światu jako miłość miłosierna. Dzisiaj — już w innych czasach, na progu nowego wieku i tysiąclecia — nadal bądźcie «gotowi świadczyć sprawie człowieka». Dziś z całą mocą proszę wszystkich synów i córki Kościoła, a także wszystkich ludzi dobrej woli, aby «sprawa człowieka» nie była nigdy, przenigdy odłączona od miłości Boga. Pomóżcie współczesnemu człowiekowi zaznawać miłosiernej miłości Boga! Niech w jej blasku i cieple ocala swoje człowieczeństwo!
17 sierpnia 2002 — Kraków-Łagiewniki
O niepojęte i niezgłębione
Miłosierdzie Boże,
Kto Cię godnie uwielbić
i wysławić może,
Największy przymiocie
Boga Wszechmocnego,
Tyś słodka nadzieja
dla człowieka grzesznego
(Dzienniczek, 951).
 
1. Drodzy Bracia i Siostry! Powtarzam dzisiaj te proste i szczere słowa św. Faustyny, by wraz z nią i z wami wszystkimi uwielbić niepojętą i niezgłębioną tajemnicę Bożego miłosierdzia. Podobnie jak ona, chcemy wyznać, że nie ma dla człowieka innego źródła nadziei, jak miłosierdzie Boga. Pragniemy z wiarą powtarzać: Jezu, ufam Tobie!
To wyznanie, w którym wyraża się ufność we wszechmocną miłość Boga, jest szczególnie potrzebne w naszych czasach, w których człowiek doznaje zagubienia w obliczu wielorakich przejawów zła. Trzeba, aby wołanie o Boże miłosierdzie płynęło z głębi serc ludzkich, pełnych cierpienia, niepokoju i zwątpienia, poszukujących niezawodnego źródła nadziei. Dlatego przychodzimy dziś tutaj, do łagiewnickiego sanktuarium, aby na nowo odkrywać w Chrystusie oblicze Ojca, który jest «Ojcem miłosierdzia oraz Bogiem wszelkiej pociechy» (por. 2 Kor 1, 3). Pragniemy oczyma duszy wpatrywać się w oczy Miłosiernego Jezusa, aby w głębi Jego spojrzenia znaleźć odbicie własnego życia oraz światło łaski, którą już wielekroć otrzymaliśmy i którą Bóg zachowuje dla nas na każdy dzień i na dzień ostateczny.
 
2. Za chwilę dokonamy konsekracji tej nowej świątyni poświęconej miłosierdziu Bożemu. Zanim to nastąpi, pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania. Dziękuję szczególnie ks. kard. Franciszkowi, który tyle troski włożył w to dzieło, dając dowód osobistego nabożeństwa do miłosierdzia Bożego. Serdeczną myślą obejmuję siostry Matki Bożej Miłosierdzia, dziękuję im za dzieło rozpowszechniania przesłania, jakie pozostawiła św. Faustyna. Pozdrawiam obecnych tu kardynałów i biskupów z Polski z Kardynałem Prymasem na czele, jak również biskupów z różnych stron świata. Cieszę się z obecności kapłanów diecezjalnych i zakonnych jako też seminarzystów.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy uczestniczą w tej liturgii, a szczególnie przedstawicieli Fundacji Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, która administruje jego budową, jak też samych budowniczych z różnych przedsiębiorstw. Wiem, że wielu spośród tu obecnych szczodrze wspierało materialnie tę budowę. Proszę Boga, aby wynagrodził waszą hojność i wasz trud swoim błogosławieństwem!
 
3. Bracia i siostry! Kiedy konsekrujemy tę nową świątynię, możemy zadawać sobie pytanie, jakie nurtowało króla Salomona, gdy oddawał Bogu na zamieszkanie świątynię jerozolimską: «Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię ogarnąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem» (1 Krl 8, 27). Tak, na pierwszy rzut oka wiązanie obecności Boga z pewnym określonym miejscem może się wydawać niestosowne. A jednak trzeba pamiętać, że czas i miejsce należą całkowicie do Boga. Choć każdy czas i cały świat można uważać za Jego «świątynię», to jednak są czasy i są miejsca, które Bóg obiera, aby w nich w sposób szczególny ludzie doświadczali Jego obecności i Jego łaski. A ludzie wiedzeni zmysłem wiary przychodzą do tych miejsc, bo mają pewność, że rzeczywiście stają przed Bogiem, który jest tam obecny.
W tym samym duchu wiary przybyłem do Łagiewnik, aby konsekrować tę nową świątynię. Jestem bowiem przekonany, że jest to także szczególne miejsce, które Bóg obrał sobie, aby tu wylewać łaski i udzielać swego miłosierdzia. Modlę się, aby ten kościół był zawsze miejscem głoszenia orędzia o miłosiernej miłości Boga; miejscem nawrócenia i pokuty; miejscem sprawowania ofiary eucharystycznej — źródła miłosierdzia; miejscem modlitwy — wytrwałego błagania o miłosierdzie Boże dla nas i całego świata. Modlę się więc słowami Salomona: «O Panie, Boże mój, (...) wysłuchaj to wołanie i tę modlitwę, w której dziś Twój sługa stara się ubłagać Ciebie o to, aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię. (...) Wysłuchaj błagania Twojego sługi i Twojego ludu, (...) ilekroć modlić się będzie na tym miejscu. Ty zaś wysłuchaj w miejscu Twego przebywania — w niebie. Nie tylko wysłuchaj, ale też i przebacz!» (1 Krl 8, 28-30).
 
4. «Nadchodzi (...) godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec» (J 4, 23). Kiedy odczytujemy te słowa Pana Jezusa w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w szczególny sposób uświadamiamy sobie, że tu człowiek nie może stanąć inaczej, jak w Duchu i prawdzie. To Duch Święty, Pocieszyciel i Duch Prawdy, wprowadza nas na drogi Bożego miłosierdzia. Przekonując świat «o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie» (J 16, 8), równocześnie odsłania pełnię zbawienia w Chrystusie. To przekonywanie o grzechu dokonuje się w dwojakim odniesieniu do Krzyża Chrystusa. Z jednej strony Duch Święty pozwala nam przez Krzyż Chrystusa poznać grzech, każdy grzech, w pełnej skali zła, jakie w sobie zawiera. Z drugiej strony, przez Krzyż Chrystusa Duch Święty pozwala nam zobaczyć grzech w świetle «mysterium pietatis», czyli miłosiernej, przebaczającej miłości Boga (por. Dominum et Vivificantem, 32).
Tak oto «przekonywanie o grzechu» staje się równocześnie przekonywaniem o tym, że grzech może być odpuszczony, a człowiek może odzyskać poczucie godności umiłowanego dziecka Bożego. Krzyż bowiem «stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem (...). Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka» — jak napisałem w Dives in misericordia (n. 8). Tę prawdę będzie stale nam przypominał kamień węgielny tej świątyni, który został wzięty z góry Kalwarii — niejako spod krzyża, na którym Jezus Chrystus pokonał grzech i śmierć.
Gorąco wierzę, iż ta nowa świątynia pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Będą przychodzić tu z ufnością, jaka towarzyszy każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga — tej miłości, której największy grzech nie zdoła przezwyciężyć. Tu w ogniu Bożej miłości ludzkie serca pałać będą pragnieniem nawrócenia, a każdy, kto szuka nadziei, znajdzie ukojenie.
 
5. «Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego; (...) dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego» — słowa z Dzienniczka Siostry Faustyny (n. 476). Dla nas i świata całego... Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść, chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, która koi ludzkie umysły i serca i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy.
Dlatego dziś w tym sanktuarium chcę dokonać uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Czynię to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją. Niech to przesłanie rozchodzi się z tego miejsca na całą naszą umiłowaną Ojczyznę i na cały świat. Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść «iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście» (por. Dzienniczek, 1732).
Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tutaj przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!
 
6. Boże, Ojcze Miłosierny,
który objawiłeś swoją miłość
w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
i wylałeś ją na nas
w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
Tobie zawierzamy dziś losy świata
i każdego człowieka.
Pochyl się nad nami grzesznymi,
ulecz naszą słabość,
przezwycięż wszelkie zło,
pozwól wszystkim
mieszkańcom ziemi
doświadczyć Twojego miłosierdzia,
aby w Tobie, Trójjedyny Boże,
zawsze odnajdywali źródło nadziei.
Ojcze przedwieczny,
dla bolesnej męki
i zmartwychwstania Twojego Syna,
miej miłosierdzie dla nas
i całego świata!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
 
 
Pozdrowienie końcowe po Mszy św.
Na koniec tej uroczystej liturgii pragnę powiedzieć, że wiele moich osobistych wspomnień wiąże się z tym miejscem. Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach. Takie się wtedy nosiło. Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach.
Cieszę się, że powstała ta piękna świątynia poświęcona miłosierdziu Bożemu. Troskę o materialny, a szczególnie o duchowy kształt tego sanktuarium powierzam ks. kard. Franciszkowi i całej archidiecezji krakowskiej oraz siostrom Matki Bożej Miłosierdzia. Niech ta współpraca w dziele szerzenia kultu Jezusa Miłosiernego przynosi błogosławione owoce w sercach wiernych w Polsce i na całym świecie.
Wszystkim pielgrzymom, którzy tu przybywają i przybywać będą, niech Miłosierny Bóg obficie błogosławi!
(nauka 13, 2-3)
Złudny pokój duszy
Ten, kto samego siebie oskarża, ilekroć spotka się z przeciwnością, krzywdą, zniewagą czy jakimkolwiek innym utrapieniem, przyjmuje wszystko pogodnie, wszystko uważa za słuszne i w najmniejszym stopniu nie doznaje niepokoju. Czyż może być coś bardziej spokojnego ponad takiego człowieka?
Ktoś jednak mógłby powiedzieć: „Jakże mogę siebie samego oskarżać, skoro mój brat postępuje ze mną niesprawiedliwie, mimo iż, jak stwierdzam, nie dałem żadnego powodu?”
Otóż jeśli ktoś przejęty bojaźnią Bożą zbada sam siebie, zauważy na pewno, iż w rzeczywistości dał powód czynem, słowem lub zachowaniem. Jeśli zaś stwierdzi, iż w żadnej z tych spraw nie dał powodu, zapewne wyrządził przykrość kiedy indziej, w tej lub w innej sprawie, bądź wreszcie zawinił wobec kogoś zupełnie innego. Toteż z tego powodu, lub nawet z powodu innych jeszcze przewinień ponosi teraz zasłużoną karę.
Może się też zdarzyć, że ktoś zachowujący - jak sam mniema - zupełny spokój i skupienie, czuje się dotknięty obraźliwym słowem brata. Sądzi zatem, iż słusznie gniewa się mówiąc: Gdyby nie przyszedł, nie ubliżył mi i nie rozgniewał, nie popełniłbym grzechu.
Jest to oczywiście złudzenie i fałszywe rozumowanie. Czyż ten, kto wypowiedział kilka słów rzeczywiście przyniósł niepokój i wzburzenie? On ujawnił to, co już było w człowieku, aby jeśli zechce, mógł czynić pokutę. Taki człowiek podobny jest do chleba pszennego, o pięknym wyglądzie, który po rozłamaniu ukazuje swe zepsucie. Sądził, iż jest pełen pokoju, ale wewnątrz kryły się namiętności, o których nie wiedział. Niech tylko przyjdzie brat i powie słowo, a natychmiast ujawnia się zepsucie i brud ukryty w sercu. Dlatego jeśli człowiek taki pragnie dostąpić miłosierdzia , niechaj żałuje, niech się oczyści, niech się udoskonali, a wtedy zobaczy, iż należy raczej dziękować bratu, który stał się powodem tak wielkiego pożytku.
Odtąd nie utrapią go żadne doświadczenia, ale im bardziej postąpi, tym mniej będzie je odczuwał. O ile bowiem dusza postępuje w doskonałości, o tyle staje się mocna i zdolna znosić wszelkie napotkane przeciwności.
(Kazanie 95, 2-3)
Wielu bogatych umie posługiwać się swym bogactwem dla pełnienia dzieł miłosierdzia Niewątpliwie ubodzy zdobywają cnotę pokory łatwiej niż bogaci. Przyjacielem ubogich jest bowiem łagodność, natomiast bogatym towarzyszy zazwyczaj pycha. Jednakże i wielu bogatych umie posługiwać się swym bogactwem nie dla wzbijania się w pychę, ale dla pełnienia dzieł miłosierdzia, uważając za swą największą korzyść to, co można ofiarować bliźniemu dla złagodzenia jego nędzy i cierpień. W tej onocie mogą mieć udział ludzie wszystkich w ogóle stanów. Wszyscy bowiem mogą mieć to samo wewnętrzne usposobienie, nawet nie mając tych samych dóbr. Nierówność posiadania dóbr materialnych nie ma znaczenia u tych, którzy są równi w dobrach duchowych.
 
Błogosławione jest to ubóstwo, które jest wolne od przywiązania do dóbr doczesnych, nie dąży do pomnażania dóbr ziemskich, ale pragnie wzrastać w dobra niebieskie. Apostołowie jako pierwsi po Chrystusie Pana dali przykład wielkodusznego ubóstwa. Porzucili wszystko bez wyjątku. Na głos wielkiego Nauczyciela zwyczajni rybacy rychło przemienili się w rybaków ludzi; wielu doprowadzili do naśladowania swej wiary, skoro w pierwszym okresie Kościoła wszyscy mieli jedno serce i jednego ducha. Porzuciwszy wszelkie swoje majątki i posiadłości, dzięki swemu świętemu ubóstwu stali się bogatymi w dobra wieczne, jak świadczy przopowiadanie Apostołów. Radowali się bardzo z tego, że nic nie mają na tym świecie, a wszystko mają w Chrystusie. Dlatego święty Piotr Apostoł, poproszony o wsparcie przez człowieka chromego u wejścia do świątyni, odpowiedział: 'Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję; W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, wstań i chodź'.
 
Cóż bardziej wzniosłego od takiej pokory? Cóż zamożniejszego od tego ubóstwa? Nie rozporządza pieniędzmi, ale rozporządza darami natury. Piotr swoim słowem uzdrowił tego, który urodził się chromym; nie ofiarował podobizny Cezara na monecie, natomiast odnowił w chorym obraz Chrystusa.
 
Z zasobów tego skarbca skorzystał nie tylko ten, kto otrzymał zdolność chodzenia, ale także owe pięć tysięcy ludzi, którzy na widok cudu uzdrowienia uwierzyli wezwaniu apostoła. Ten zatem ubogi, który nie miał niczego, by dać proszącemu, ofiarował taką obfitość Bożej łaski, iż podobnie jak uleczył nogi jednego chromego, tak też uzdrowił serca wielu tysięcy ludzi. Tych, co byli chromi, uczynił wolnymi i swobodnymi w Chrystusie.
(Kazanie 23 A, 1-4) Pan okazał nam swe miłosierdzie Błogosławieni jesteśmy, jeśli czynimy to, co słyszymy, i wyśpiewujemy. Nasze bowiem słuchanie jest siewem, działanie - owocem siewu. Już przedtem wspomniałem, abyście nie przebywali w kościele bezowocnie, słuchając o tak wielu świętych sprawach, a nie postępując święcie. Ponieważ „łaską jesteśmy zbawieni - jak mówi Apostoł - nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił; łaską zbawieni jesteśmy”. Bo nie prowadziliśmy przedtem życia tak świętego, aby Bóg mógł je umiłować i powiedzieć: Zstąpmy, przyjdźmy z pomocą ludziom, albowiem postępują godnie. W rzeczywistości nie podobało Mu się nasze życie. Nie miał upodobania w tym, co czyniliśmy. Podobało Mu się jedynie to, co sam w nas uczynił. Dlatego wszystko, co czynimy, odrzuci, ocali zaś to, co sam uczynił.
 
Nie byliśmy dobrymi. Bóg jednak ulitował się nad nami, zesłał Syna swego, który umarł nie za dobrych, ale złych, nie za sprawiedliwych, ale grzeszników. Albowiem „Chrystus umarł za grzeszników”. A dalej mówi Pismo: „Nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć z największą trudnością; chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć”. Istotnie, mogłoby się zdarzyć, iż ktoś odważyłby się umrzeć za człowieka dobrego. Jednakże za grzesznika, człowieka złego i przewrotnego, któż zechciałby ponieść śmierć, jeśli nie sam tylko Chrystus, tak sprawiedliwy, iż usprawiedliwił grzeszników.
 
Nie było w nas, bracia, żadnych dobrych czynów; wszystkie były złe. A chociaż takie właśnie były czyny ludzi, nie opuściło ich jednak Boże miłosierdzie . Bóg wysłał Syna swego, aby nas wybawił. Nie złotem ani srebrem, ale ceną Jego przelanej krwi. On stał się Barankiem bez skazy, prowadzonym na zabicie za owce skalane (jeśli tylko skalane, a nie zepsute całkowicie). Oto jaką otrzymaliśmy łaskę. Żyjmy przeto godnie mocą przyjętej łaski, by nie sprzeniewierzyć się tak wielkiemu darowi. Wielki Lekarz przybył do nas i usunął wszystkie nasze grzechy. Jeśli na nowo chcemy chorować, nie tylko sobie samym wyrządzimy krzywdę, ale nadto staniemy się niewdzięczni względem Lekarza.
 
Podążajmy przeto wskazanymi przezeń ścieżkami, nade wszystko drogą pokory, którą stał się dla nas. Swą nauką ukazywał drogę pokory; cierpiąc za nas przemierzył ją całą. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”, aby mógł umrzeć za nas Ten, który nie może umrzeć. Nieśmiertelny Bóg przyjął śmiertelną naturę, aby za nas umrzeć i swoją śmiercią naszą śmierć unicestwić.
Oto czego Pan dokonał, czym nas obdarzył. Potężny, uniżył się, uniżony, został zabity, zabity, zmartwychwstał i został wywyższony po to, aby nie pozostawić w otchłani umarłych, ale aby w sobie wywyższyć tych, których już wywyższył przez wiarę i wyznanie wiary przynoszące usprawiedliwienie. Oto jak przekazał nam drogę pokory. Jeśli będziemy się jej trzymać, uwielbimy Pana i z całą słusznością będziemy mogli śpiewać: „Wysławiamy Ciebie, Boże, wysławiamy i wzywamy Twojego imienia”.
(Kazanie 23 A, 1-4) Pan okazał nam swe miłosierdzie Błogosławieni jesteśmy, jeśli czynimy to, co słyszymy, i wyśpiewujemy. Nasze bowiem słuchanie jest siewem, działanie - owocem siewu. Już przedtem wspomniałem, abyście nie przebywali w kościele bezowocnie, słuchając o tak wielu świętych sprawach, a nie postępując święcie. Ponieważ „łaską jesteśmy zbawieni - jak mówi Apostoł - nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił; łaską zbawieni jesteśmy”. Bo nie prowadziliśmy przedtem życia tak świętego, aby Bóg mógł je umiłować i powiedzieć: Zstąpmy, przyjdźmy z pomocą ludziom, albowiem postępują godnie. W rzeczywistości nie podobało Mu się nasze życie. Nie miał upodobania w tym, co czyniliśmy. Podobało Mu się jedynie to, co sam w nas uczynił. Dlatego wszystko, co czynimy, odrzuci, ocali zaś to, co sam uczynił.
 
Nie byliśmy dobrymi. Bóg jednak ulitował się nad nami, zesłał Syna swego, który umarł nie za dobrych, ale złych, nie za sprawiedliwych, ale grzeszników. Albowiem „Chrystus umarł za grzeszników”. A dalej mówi Pismo: „Nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć z największą trudnością; chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć”. Istotnie, mogłoby się zdarzyć, iż ktoś odważyłby się umrzeć za człowieka dobrego. Jednakże za grzesznika, człowieka złego i przewrotnego, któż zechciałby ponieść śmierć, jeśli nie sam tylko Chrystus, tak sprawiedliwy, iż usprawiedliwił grzeszników.
 
Nie było w nas, bracia, żadnych dobrych czynów; wszystkie były złe. A chociaż takie właśnie były czyny ludzi, nie opuściło ich jednak Boże miłosierdzie . Bóg wysłał Syna swego, aby nas wybawił. Nie złotem ani srebrem, ale ceną Jego przelanej krwi. On stał się Barankiem bez skazy, prowadzonym na zabicie za owce skalane (jeśli tylko skalane, a nie zepsute całkowicie). Oto jaką otrzymaliśmy łaskę. Żyjmy przeto godnie mocą przyjętej łaski, by nie sprzeniewierzyć się tak wielkiemu darowi. Wielki Lekarz przybył do nas i usunął wszystkie nasze grzechy. Jeśli na nowo chcemy chorować, nie tylko sobie samym wyrządzimy krzywdę, ale nadto staniemy się niewdzięczni względem Lekarza.
 
Podążajmy przeto wskazanymi przezeń ścieżkami, nade wszystko drogą pokory, którą stał się dla nas. Swą nauką ukazywał drogę pokory; cierpiąc za nas przemierzył ją całą. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”, aby mógł umrzeć za nas Ten, który nie może umrzeć. Nieśmiertelny Bóg przyjął śmiertelną naturę, aby za nas umrzeć i swoją śmiercią naszą śmierć unicestwić.
Oto czego Pan dokonał, czym nas obdarzył. Potężny, uniżył się, uniżony, został zabity, zabity, zmartwychwstał i został wywyższony po to, aby nie pozostawić w otchłani umarłych, ale aby w sobie wywyższyć tych, których już wywyższył przez wiarę i wyznanie wiary przynoszące usprawiedliwienie. Oto jak przekazał nam drogę pokory. Jeśli będziemy się jej trzymać, uwielbimy Pana i z całą słusznością będziemy mogli śpiewać: „Wysławiamy Ciebie, Boże, wysławiamy i wzywamy Twojego imienia”.
(Kazanie 8 o Męce Pańskiej, 6-8)
Miłosierdzie Boże względem nas jest tym więcej godne podziwu, że Chrystus nie umarł za sprawiedliwych ani za świętych, lecz za grzesznych i bezbożnych. A ponieważ oścień śmierci nie może dosięgnąć samego Bóstwa, Pan rodząc się wśród nas, przyjął to, co mógł za nas ofiarować.
Już dawno zresztą groził naszej śmierci potęgą śmierci swojej, mówiąc przez usta proroka Ozeasza: „Będę śmiercią twoją, o śmierci, ukąszeniem twoim będę, o otchłani!” Umierając bowiem poddał się prawu śmierci, które zniósł zmartwychwstając. W ten sposób przeciął wieczność śmierci i z wiekuistej przemienił ją na doczesną. „I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni”.
(księga 4, 17, 4-6)
Miłosierdzia pragnę, nie ofiary
Bóg nie żądał od Izraelitów ofiar i całopaleń, ale dla ich własnego dobra domagał się posłuszeństwa i prawości. Objawiając im swoją wolę, mówił przez proroka Ozeasza: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”. Ale i nasz Pan podobnie ich napominał, mówiąc: „Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych”. W tych słowach zaświadczył o prawdomówności proroków, Izraelitów natomiast zganił z powodu ich zawinionej niewiedzy.
Swym uczniom polecił składać Bogu w ofierze pierwociny z Jego stworzeń. Nie jakoby tego rzeczywiście potrzebował, ale by oni sami nie okazali się niewdzięczni i pozbawieni duchowego owocu. Wziął przeto chleb należący do rzeczy stworzonych i dzięki składał, mówiąc: „To jest Ciało moje”. W podobny sposób wziął kielich z winem, stworzonym jak i my sami, stwierdził, iż jest ono Jego własną Krwią, i ustanowił nową ofiarę Nowego Przymierza.
Kościół, otrzymawszy od Apostołów tę ofiarę, na całym świecie składa ją Bogu, który daje nam pożywienie jako zadatek darów Nowego Przymierza. Przymierze to zapowiedział Malachiasz, jeden z dwunastu proroków, w słowach: „Nie mam w was upodobania - mówi Pan Wszechmogący - i nie przyjmę z waszych rąk ofiary. Albowiem od wschodu słońca aż do zachodu moje imię czczone będzie między narodami, a na każdym miejscu dar kadzielny składany będzie memu imieniu i ofiara czysta; albowiem wielkie jest moje imię między narodami - mówi Pan Wszechmogący”. Tymi słowami wskazał wyraźnie, iż dawny lud Przymierza przestanie składać ofiary Bogu, że natomiast na każdym miejscu będzie dlań składana ofiara czysta; imię zaś Jego będzie czczone pośród narodów.
Jakież bowiem jest inne imię sławione między narodami, jeśli nie imię Pana naszego, przez którego wywyższony jest Ojciec i wywyższony jest człowiek? A ponieważ jest to imię Jego własnego Syna, który przezeń stał się człowiekiem, dlatego nazywa je swoim własnym. Gdyby bowiem jakiś król sporządził obraz swego syna, słusznie mógłby nazwać go swoim, ponieważ jest obrazem syna i ponieważ sam go sporządził. Podobnie imię Jezusa Chrystusa, czczone na całym świecie, Ojciec nazywa swoim, bo jest imieniem Jego Syna i sam je nadał dla zbawienia ludzi.
Ponieważ imię Syna należy do Ojca i Kościół składa ofiarę Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa, słusznie powiada prorok: „Na każdym miejscu będzie składany memu imieniu dar kadzielny i ofiara czysta”. Otóż darem kadzielnym, jak mówi święty Jan w Apokalipsie, są modlitwy świętych.
(4, 13)
Błaganie o miłosierdzie
Najsłodszy mój Panie, wejrzyj miłościwie na Twój lud, na Ciało Mistyczne Twojego Kościoła. Wszak o wiele bardziej uwielbione będzie święte Imię Twoje wówczas, kiedy przebaczysz tak licznej rzeszy Twych stworzeń, niż tylko mnie biednej, która tak bardzo obraziłam Twój Majestat. Jakże mogłabym doznawać pociechy widząc siebie przy życiu, jeśliby lud Twój pogrążony był w śmierci, gdyby mroki grzechów z powodu moich nieprawości i nieprawości innych stworzeń ogarniały Twoją umiłowaną Oblubienicę.
Żarliwie przeto błagam o tę niepojętą łaskę, abyś okazał miłosierdzie ludowi Twemu w imię owej niezrównanej miłości, która Cię skłoniła do stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Twoje. I czemuż to, proszę, obdarzyłeś człowieka tak wielką godnością? Niewątpliwie, stało się tak jedynie dla niepojętej miłości, dzięki której dostrzegłeś Twe stworzenie w sobie samym i w nim się rozmiłowałeś. Wyznaję jednak otwarcie, iż przez grzech człowiek słusznie utracił godność, do jakiej został wyniesiony.
Ty zaś wiedziony tą samą miłością i pragnąc w swojej dobroci pojednać ludzi ze sobą, dałeś nam Słowo, Twojego Jednorodzonego Syna, który stał się prawdziwym Pośrednikiem między nami a Tobą. On stał się naszą sprawiedliwością. W sobie samym zniweczył wszystkie nasze nieprawości i grzechy mocą posłuszeństwa, którego Ty, Ojcze niebieski, odeń zażądałeś polecając Mu przyjąć naszą ludzką naturę.
O niezrównana głębio miłości! Jakież serce może pozostać tak twarde, by się nie poruszyć i nie zadrżeć widząc, że tak wielka wzniosłość zstąpiła ku tak przepastnej niskości. Bo taką właśnie jest nasza ludzka natura.
Jesteśmy Twoim obrazem, a Ty obrazem naszym dzięki jedności, jaką ustanowiłeś między sobą a człowiekiem. Wiekuiste Bóstwo skryłeś pod nędzną zasłoną skażonej natury ludzkiej. Dlaczego? Jedynie dla Twej niewypowiedzianej miłości. Przez ową niepojętą miłość pokornie i ze wszystkich sił mej duszy błagam Twój Majestat, abyś biednym stworzeniom okazał swoje łaskawe miłosierdzie .
(Kazanie 10 w Wielkim Poście, 3-5)
Wielkim dobrem jest miłość
W Ewangelii św. Jana Pan mówi: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. W Liście zaś tegoż Apostoła czytamy: „Najmilsi, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.
Niech zatem wierzący badają swoje sumienie i poddają rzetelnemu osądowi nawet najskrytsze poruszenia swego serca, a jeśliby we wnętrzu swojej duszy odnaleźli coś z owoców miłości, niech nie wątpią, że mają w sobie Boga. Żeby zaś z dnia na dzień otwierali się szerzej na przyjęcie tak wielkiego Gościa, niech pełnią wytrwale i w coraz większym zakresie uczynki miłosierdzia . Jeżeli bowiem Bóg jest miłością, to miłości tej nie można niczym ograniczać, skoro i Bóstwo nie da się zamknąć w żadnych granicach.
Dlatego, najmilsi, chociaż dla praktykowania cnoty miłości każdy czas jest odpowiedni, to jednak obecne dni zachęcają nas do tego w sposób szczególny. Bo jeśli chcemy obchodzić Paschę Pana uświęceni na duszy i ciele, to musimy zabiegać przede wszystkim o ten dar łaski, który zawiera w sobie zbiór wszystkich cnót i zakrywa mnóstwo grzechów.
Mając więc świętować tę wyższą ponad wszystko tajemnicę, w której krew Jezusa Chrystusa zmyła nasze nieprawości, przygotujmy najpierw ofiary miłosierdzia . To samo bowiem, czym nas obdarowała dobroć Boża, my winniśmy świadczyć tym, którzy wobec nas zawinili.
Niech też i szczodrość nasza wobec ubogich oraz dotkniętych różnymi ułomnościami obficiej się w nas ujawni, aby z wielu ust płynęły do Boga słowa podzięki, i by nasze posty skutecznie wsparły potrzeby głodujących. Żadne pobożne dzieło nie sprawia Panu takiej przyjemności jak to, gdy przychodzimy z pomocą Jego ubogim. Wszędzie bowiem tam, gdzie spotyka się z naszą miłosierną troską względem innych, rozpoznaje On w niej odbicie swojej własnej miłości.
Nie obawiajmy się, że wydatki z tym związane uszczuplą nasze mienie, ponieważ już sama dobroczynność jest wielkim bogactwem, a szczodrość nie może być pozbawiona środków tam, gdzie Chrystus i karmi, i sam jest karmiony. W każdym bowiem uczynku miłosierdzia działa ta sama ręka, która łamiąc chleb, zwiększa go, a rozdając - pomnaża jego ilość.
Niechże więc ten, kto udziela pomocy innym, będzie spokojny i wesoły, ponieważ wtedy zyska dla siebie najwięcej, kiedy sobie najmniej zatrzyma. Mówi bowiem św. Paweł Apostoł: „Ten, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości” w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, który żyje i króluje z Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków. Amen.
 (PL 25, 967-968) Nawróćcie się do Mnie „Nawróćcie się do Mnie całym swoim sercem”. Okażcie skruchę przez post, płacz i żałobę, abyście teraz poszcząc, później zostali nasyceni; teraz płacząc, później się radowali; teraz się smucąc, później zostali pocieszeni. A ponieważ w chwilach trudnych i przeciwnościach macie zwyczaj rozdzierać szaty (w ten sposób postąpił, czytamy w Ewangelii, arcykapłan dla podkreślenia  winy naszego Pana Zbawiciela; czytamy także, iż to samo uczynili Paweł i Barnaba, gdy usłyszeli bluźniercze słowa), dlatego nakazuję wam, abyście nie rozdzierali waszych szat, ale serca. Są one pełne grzechów i jeśli nie zostaną skruszone, rozerwą się same, podobnie jak bukłaki. Tak czyniąc, powrócicie do Pana Boga waszego, od którego oddaliliście się wskutek waszych grzechów. Mimo ogromu waszych nieprawości nie powątpiewajcie w Boże Miłosierdzie , ponieważ wielkie miłosierdzie potrafi usunąć wielkie grzechy.
 
Pan bowiem jest łaskawy i miłosierny; pragnie raczej nawrócenia grzesznika niż jego śmierci. Jest cierpliwy i wielkiego  miłosierdzia , nie naśladuje ludzi w niecierpliwości, ale długo czeka na nasze nawrócenie. Jest łaskaw i potrafi zaniechać karania. Oznacza to, iż jeśli my odwrócimy się od grzechów, to i On odwróci się od groźby i nie ześle zła, które zapowiedział. Jeśli zmienimy swe nastawienie, to i On je zmieni. Przez ‘zło’ nie należy tutaj rozumieć przeciwieństwa cnoty, ale ów rodzaj utrapienia, o którym na innym miejscu czytamy: ‘Dosyć ma dzień utrapienia swego’ oraz ‘Czyz jest w mieście zło, którego Pan by nie zesłał?’
 
Joel powiedział uprzednio: ‘Pan jest łaskawy i miłosierny, cierpliwy i wielkiego  miłosierdzia , litujący się i odwracający zło’. Aby jednak ogrom dobroci nie stał się przyczyną naszej lekkomyślności, w swej proroczej wypowiedzi dodaje i powiada: Ja – rzecze – nawołuję was do pokuty, co jest mym obowiązkiem, a wiem, że Bóg jest niezmiernie łaskawy, jak to mówi Dawid: ‘Zmiłuj się nade mną Boże w swojej łaskawości, w ogromie swego  miłosierdzia wymaż moją nieprawość’. Ponieważ jednak nie potrafimy zmierzyć ogromu miłości i wiedzy Boga, dlatego mówię ostrożniej i raczej wyrażam życzenie niż oczekiwanie, mówiąc: ‘Kto wie, może zlituje się i przebaczy?’ Wyrażenie ‘kto wie’ wskazuje na rzecz niemożliwą albo trudną.
 
‘Ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana Boga naszego’. Oznacza to, iż po otrzymaniu błogosławieństwa i przebaczenia będziemy mogli składać ofiary Bogu.
(List 11)
Miłosierdzie Pańskie wobec pokutujących
Głosiciele prawdy i wszyscy słudzy Bożej łaski, którzy od samego początku aż do naszych czasów wyjaśniali nam, każdy w swoim okresie, zbawczą wolę Boga, powiadają, iż nie ma nic tak drogiego Panu i odpowiadającego miłości jak to, że ludzie nawracają się do Niego powodowani prawdziwą pokutą.
Aby to ukazać w sposób bardziej Boski niż inni, najświętsze Słowo Boga i Ojca (samo zresztą i jedyne, pełne nieskończonej dobroci), poniżywszy się w niewypowiedziany sposób i nachyliwszy ku nam, raczyło zamieszkać wśród nas. Słowo to, żeby nas pojednać z Bogiem i Ojcem, uczyniło, wycierpiało i powiedziało za nas to wszystko, co my sami winniśmy zrobić, gdyśmy jeszcze byli nieprzyjaciółmi i wrogami Boga. Tak więc znajdując się daleko od błogosławionego życia w wieczności, zostaliśmy do niego z powrotem wezwani przez Chrystusa.
 
On bowiem nie tylko uleczył mocą swoich cudów nasze choroby, lecz przyjął również wszystkie słabości, jakie nas dręczą, łącznie z poddaniem się śmierci. Sam nietknięty żadną winą zwrócił zaciągnięty przez nas dług i nie tylko nas uwolnił od licznych i przerażających nieprawości, ale dał nam w wieloraki sposób poznać, jak możemy się do Niego upodobnić poprzez postawę wyrozumiałej życzliwości i doskonałej miłości wobec innych.
Dlatego wołał: „Nie przyszedłem wzywać do pokuty sprawiedliwych, ale grzeszników”. Bo „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają”.
Przyszedł Chrystus szukać owcy, która zaginęła. Posłany został do owiec, które zginęły z domu Izraela. Przez przypowieść o zaginionej drachmie dał nam jasno do poznania, że przyszedł po to, aby odzyskać obraz, który został pokryty najbardziej cuchnącym błotem grzechów. Dalej mówi: „Zaprawdę powiadam wam, że radość powstaje w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca”.
 
Tę samą prawdę podkreślają również inne przypowieści. Oto wędrowiec wpadł w ręce zbójców. Odartego z wszystkich szat, poranionego i na pół żywego miłosierny Samarytanin opatruje winem i oliwą, a wsadziwszy go na swoje juczne zwierzę odwozi do gospody, zapewniając mu tam opiekę. Opłaciwszy koszty pielęgnacji, obiecuje uiścić przy powrocie wszystkie dalsze wydatki.
Nad powracającym synem marnotrawnym pochyla się najlepszy ojciec i obejmując tego, który przez pokutę wraca do niego, okrywa go znowu blaskiem ojcowskiej chwały, nie wypominając mu niczego, czym przedtem zawinił.
Z tego samego powodu owieczkę, która odeszła z Bożej owczarni i błąkała się po górach i wzgórzach, odnajduje dobry Pasterz. Nie łaje jej ani nie bije, lecz z powrotem przyprowadza do owczarni nie żałując trudu. Owszem, bierze ją na ramiona i w rozrzewniający sposób dołącza do reszty stada.
Dlatego Chrystus wołał: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. I dalej: „Weźcie moje jarzmo na siebie”, nazywając jarzmem przykazania bądź też życie inspirowane Ewangelią. A wielki ciężar pokuty, który wydaje się uciążliwy, określa jako lekki, mówiąc: „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.
Gdy zaś uczy o świętości Boga i Jego dobroci, mówi rozkazując: „Bądźcie święci, bądźcie doskonali, bądźcie miłosierni jak Ojciec wasz niebieski”. „Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone”. I wreszcie: „Wszystko, cobyście chcieli, żeby ludzie wam czynili, i wy im czyńcie”.
(Kazanie 1 na Objawienie Pańskie, 1-2)
Bóg Ojciec dał Syna jak trzos wypełniony miłosierdziem
 
„Ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga”. Bogu niech będą dzięki, który tak bardzo nas pociesza w tej naszej ziemskiej pielgrzymce, w naszej nędzy, w naszym wygnaniu.
Zanim ukazała się miłość, nie znana nam była dobroć, a przecież istniała ona i przedtem, bo odwieczne jest miłosierdzie Pana. Lecz gdzie można było poznać jego ogrom? Było ono obiecywane, ale nie było jeszcze doświadczane, dlatego też wielu nie wierzyło. Jednakże „wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał Bóg przez proroków” o swoich zamiarach pełnych pokoju, a nie zguby. A cóż odpowiadał człowiek pełen udręki, nie znający pokoju? Dokąd to będziecie mówić „pokój, pokój”, a tymczasem nie ma pokoju. „Płaczą więc gorzko posłowie pokoju” i mówią: „Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli?” Lecz teraz niech wierzą przynajmniej temu, co oglądają, albowiem „świadectwa Boga są bardzo godne wiary”. Aby zaś nawet osłabłe oko widziało, „w słońcu wystawił swój namiot”.
A oto teraz pokój. Już nie obiecywany, ale dany; już nie odraczany, ale ofiarowany; już nie zapowiadany, ale urzeczywistniony. Bóg Ojciec zesłał swego Syna na ziemię; dał Go jak trzos wypełniony miłosierdziem , jak trzos, powtarzam, który rozerwany w męce, wydał z siebie ukrytą w nim cenę naszego zbawienia. Nie był on okazały, ale za to pełny. Bo „Dziecię zostało nam dane”, lecz „w Nim mieszka cała pełnia Bóstwa”. Gdy bowiem nadeszła pełnia czasów, ukazała się i pełnia Bóstwa. Przyszła w ludzkim ciele, by ukazać się cielesnym istotom, aby w Nim rozpoznały dobroć Bożą. Gdy dał się poznać Bóg Człowiek, nie dała się ukryć łaskawość Pana. Jakże mógł ją bardziej zaznaczyć niż przyjmując moje ciało? Moje, mówię, a nie Adamowe, to znaczy nie takie, jakie on posiadał, gdy jeszcze nie zgrzeszył.
Cóż bardziej uwydatnia miłosierdzie Pana, jak przyjęcie naszego stanu wołającego o miłosierdzie? I czyż może być większa dobroć niż ta, która Słowo Boże sprowadziła z wysokości do takiej niskości? „O Panie, czym jest człowiek, że o nim pamiętasz” i „zwracasz ku niemu swe serce?” Poznaj, człowieku, jak Bóg troszczy się o ciebie, jak o tobie myśli i co wobec ciebie czuje. Nie patrz na twoje cierpienia, ale na to, co On wycierpiał. Po tym, co dla ciebie przeszedł, zobacz, co dla ciebie uczynił, a przez to ujrzysz jego dobroć, mającą swe źródło w miłości. Miłość kazała Mu się uniżyć, a przez to tym bardziej okazała się Jego dobroć. Im bardziej stał się dla mnie wzgardzony, tym więcej stał mi się drogi. „Ukazała się - mówi Apostoł - dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga”. Wielka to, zaprawdę, i oczywista dobroć i miłość! I wielki to dowód dobroci ukazujący miłość Boga ku ludziom.
(Kazanie 25, 1)
Miłosierdzie Boże a miłosierdzie ludzkie „Błogosławieni miłosierni , albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Bracia ukochani, słowo miłosierdzie zawiera w sobie wiele słodyczy - a jeśli słowo, o ileż bardziej rzecz sama. Wszyscy pragną miłosierdzia , ale niestety nie wszyscy tak postępują, aby na nie zasłużyć. Wszyscy pragną doznawać miłosierdzia , niewielu zaś okazywać miłosierdzie .
Jak możesz prosić o coś, czego sam nie chcesz ofiarować? Kto zatem pragnie dostąpić miłosierdzia w niebie, powinien wyświadczać je na ziemi. A zatem, bracia najmilsi, ponieważ wszyscy pragniemy dostąpić miłosierdzia , obierzmy je sobie za obrońcę już na tym świecie, aby uwolniło nas w przyszłym. Istnieje bowiem miłosierdzie w niebie, a dochodzi się doń przez miłosierdzie na ziemi. Albowiem mówi Pismo: „Panie, Twe miłosierdzie w niebiosach”.
Istnieje zatem jedno miłosierdzie na ziemi, drugie w niebie, to znaczy miłosierdzie ludzkie i miłosierdzie Boże . Na czym polega miłosierdzie ludzkie? Na tym, abyś pamiętał o ubogich. Na czym zaś miłosierdzie Boże ? Zapewne na darowaniu win. Toteż wszystko, co miłosierdzie ludzkie wyda podczas drogi, miłosierdzie Boże odda w ojczyźnie. Na tym świecie we wszystkich ubogich Bóg cierpi głód i zimno, jak to sam powiada: „Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”. Dlatego Ten, który w niebie pragnie dawać, chce otrzymywać na ziemi.
Jacyż to my jesteśmy? Kiedy Bóg daje, przyjmujemy ochotnie, a kiedy prosi, nie chcemy dać! Kiedy ubogi cierpi głód, sam Chrystus znajduje się w potrzebie, jak to sam powiedział: „Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść”. Nie bądź więc nieczuły na potrzeby ubogich, jeśli pragniesz przebaczenia grzechów. Chrystus jest głodny, bracia! We wszystkich ubogich pragnie i łaknie, i to, co otrzyma na ziemi, odda w niebie.
Pytam was, bracia: Czego chcecie i czego szukacie, gdy przychodzicie do kościoła? Zapewne nie czego innego, jak miłosierdzia . Wyświadczajcie przeto ziemskie, a otrzymacie niebieskie. Ubogi zwraca się z prośbą do ciebie: ty także prosisz Boga: on o kawałek chleba, ty o życie wieczne. Daj ubogiemu, abyś zasłużył na otrzymanie od Chrystusa. Posłuchaj Jego słów: „Dawajcie, a będzie wam dane”. Nie rozumiem, jak mógłbyś przyjmować, skoro sam nie chcesz darować. Toteż gdy przychodzicie do kościoła, ofiarujcie ubogim jałmużnę według waszych możliwości.
(Kazanie 14, O miłości ubogich, 38. 40) Służmy Chrystusowi w ubogich „Błogosławieni miłosierni”, mówi Pismo św., „albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Miłosierdzie nie jest bynajmniej ostatnie wśród błogosławieństw. „Błogosławiony ten, kto myśli o potrzebującym i ubogim”. I znowu: „Miły jest człowiek, który się lituje i pożycza”. A w innym miejscu: „Sprawiedliwy cały dzień czyni miłosierdzie i pożycza”. Bierzmy to błogosławieństwo, niech nas nazywają wyrozumiałymi, bądźmy dobrzy!
Niech nawet noc nie przerywa ci uczynków miłosiernych! Nie mów: „Idź sobie, przyjdź później, dam ci jutro”. Niech nic nie staje między twoim postanowieniem a wykonaniem dobrego czynu. Miłosierdzie bowiem nie uznaje żadnej zwłoki. „Ułam łaknącemu twojego chleba, a ubogich i tułających się wprowadź do swego domu”; rób to zaś radośnie i ochoczo. „Kto pełni uczynki miłosierdzia, niech to czyni ochoczo” - mówi Paweł Apostoł. Twój dobry uczynek będzie miał podwójną wartość, jeśli go wykonasz szybko i ochotnie. To zaś wszystko, co się robi ze smutkiem lub z przymusem, jest niemiłe i odarte ze wspaniałomyślności.
Cieszyć się należy, a nie smucić, gdy czynimy dobro. „Jeżeli usuniesz przeszkody i uprzedzenia”, mówi prorok Izajasz, to znaczy skąpstwo i podejrzliwość, wahanie i szemranie, wówczas cóż się dokona? Rzecz wielka i godna podziwu! Jakaż wspaniała będzie za to zapłata: „Wtedy wytryśnie jak zorza światłość twoja, a zdrowie twoje szybko rozkwitnie”. Któż nie będzie wyczekiwał na światło i zdrowie?
Dlatego jeśli sądzicie, że należy mnie choć trochę posłuchać, słudzy Chrystusa, bracia i Jego spadkobiercy, to odwiedzajmy Pana póki czas, pielęgnujmy Go i nakarmijmy, odziejmy Go i przygarnijmy do siebie, uczcijmy Go nie tylko stołem, jak niektórzy, czy olejkami, jak Maria, nie grobem, jak Józef z Arymatei, ani tym, co związane jest z pogrzebem, jak Nikodem, który tylko połowicznie kochał Chrystusa, nie złotem wreszcie, kadzidłem i mirrą, jak to uczynili Magowie przed tymi wszystkimi, których wymieniliśmy. Pan bowiem wszechrzeczy pragnie miłosierdzia, a nie ofiary, gdyż współczujące miłosierdzie przewyższa wszelkie mnóstwo tłustych jagniąt.
Takie właśnie miłosierdzie okażmy Chrystusowi w ubogich, którzy leżą dziś rozciągnięci na ziemi, aby nas przyjęli, gdy stąd odejdziemy, do wiecznych przybytków, w samym Chrystusie, Panu naszym, któremu chwała na wieki. Amen.
 
„Módlcie się, módlcie się dużo i dokonujcie umartwień za grzeszników, gdyż wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie chce się umartwiać za nie i za nimi wstawiać”(słowa Najświętszej Maryi Panny, str. 83 książki „Fatima”).
„Wiele dusz idzie na wieczne potępienie, bo nie mają nikogo, kto by się za nie modlił i ofiarował. Gdy będziecie ponosić ofiary mówcie: O Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi” (słowa Najświętszej Maryi Panny, str. 2 broszurki „Nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca”).
„Ofiarujcie bezustannie Najwyższemu modlitwy i ofiary. ... Z wszystkiego, co macie, złóżcie ofiarę jako akt zadośćuczynienia za grzechy, które Go obrażają, i błagania o nawrócenie grzeszników” (słowa Anioła z Fatimy, str. 29 i 30 książki „Fatima”).
„Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do mojego Niepokalanego Serca i jeśli stanie się tak, jak wam mówię, wiele dusz się zbawi. ... Wszystkim tym, którzy przez pięć miesięcy w pierwszą sobotę każdego miesiąca odbędą spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jedną koronkę i przez piętnaście minut będą mi towarzyszyć rozmyślając o piętnastu tajemnicach różańca z intencją przypodobania mi się, obiecuję, że wesprę ich w godzinie śmierci wszystkimi łaskami niezbędnymi dla zbawienia duszy” (słowa Najświętszej Maryi Panny, str. 200, 207 i 208 książki „Fatima”; słowa „jedną koronkę” oznaczają „jedną cząstkę różańca”, słowa „z intencją przypodobania” tłumaczone są przeważnie jako „z intencją wynagrodzenia” lub „z intencją zadośćuczynienia”).

Podkategorie

   

Modlitewnik  

Jeżeli jesteś zainteresowany zakupem modlitewnika, możesz to uczynić dzwoniąc na numer
tel. 880 503 549
   

Motto ARKi  

Na chwałę Bożego Miłosierdzia i na ratunek wszystkich dusz!

   
© Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach